Włóczyłam się bezcelowo po ulicach Londynu z walizką u boku. Mimo iż był
środek zimy, a za kilka dni były święta nie chciałam wrócić do domu, w
którym mieszkałam z moim chłopakiem. Teraz już byłym. Weszłam do
pierwszej lepszej kafejki i zamówiłam gorącom czekoladę. Zapłaciłam i
dalej zwiedzałam miasto, które nocą wygląda naprawdę nieziemsko. Po
kilkugodzinnej wycieczce postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, którą
chciałabym teraz widzieć. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon
komórkowy i szybko wystukałam na klawiaturze jedenaście cyfr, których
ciąg znałam już na pamięć. Wcisnęłam zieloną słuchawkę po czym
przyłożyłam komórkę do ucha. Po około czterech sygnałach usłyszałam
znajomy, zaspany głos.
- Halo?!
- Ymm... Cześć. Przepraszam, że dzwonię do ciebie w środku nocy. Mam problem, mogę u Ciebie zanocować?
- Rachel. Przyjeżdżaj jak najszybciej. Wiesz, że moje drzwi są dla ciebie otwarte o każdej porze.
- Wiem. Zaraz u ciebie będę. Dziękuję. Naprawdę ci dziękuję.
- Nie ma sprawy. Czekam na ciebie. Pa.
Nim
się obejrzałam chłopak rozłączył się, a ja z powrotem schowałam
komórkę na swoje miejsce i ruszyłam w stronę jego domu. Mijałam inne,
pięknie oświetlone mieszkania, park i różnego rodzaju sklepy i
supermarkety. Po około piętnastu minutach dotarłam do mieszkania
najlepszego przyjaciela. Weszłam na plac i podeszłam do drzwi, do
których zapukałam. Mulat otworzył mi drzwi momentalnie, tak, jakby przez
cały ten czas przy nich stał. Weszłam do środka, zamknęłam zza sobą
drzwi i pierwsze co zrobiłam to wpadłam mu w ramiona i zaczęłam płakać.
Chłopak przytulił mnie i próbował uspokoić, głaskając po głowie. Wziął
mnie na ręce, posadził na kanapie i przykrył kocem. Wyszedł na chwilę do
kuchni, by po chwili wrócić z dwoma kubkami kakao, paczką chusteczek i
psem u boku, który jak mnie zobaczył podbiegł do mnie i wskoczył mi na
kolana. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Chłopak usiadł obok mnie podając mi
kubek z gorącym napojem, w drugiej ręce trzymając swój. Spojrzał na
mnie z niepokojem w oczach.
- Co tym razem zrobił?!
Nie
odpowiedziałam. Zamiast tego odwróciłam wzrok. Mimo to nadal czułam na
sobie jego spojrzenie. Westchnęłam głośno, po czym zatopiłam usta w
gorącym napoju.
- Rachel, odpowiesz mi?
Ponownie spojrzałam na
chłopaka. Jego czarne włosy ułożyły się w artystyczny nieład. A raczej
on chciał je ułożyć, a one uciekały, każdy w inną stronę. W brązowych
tęczówkach można było zobaczyć strach, niepokój, złość, niezadowolenie i
rozczarowanie. Siedział przede mną w bokserkach z kubkiem kakao w
dłoniach.
- A jak myślisz?! - prychnęłam z ironią w głosie. - Ten
idiota znowu się upił, zrobił mi awanturę, a tym razem dodał jeszcze
małe co nie co.
Pokazałam mu rany na rękach i odciśniętą dłoń na
policzku. Zauważyłam ja próbuje zetrzeć przede mną spływającą łzę na
jego policzku. Na marne, ponieważ już ją zobaczyłam. Gdy widziałam tak
wzruszonego Malika rozpłakałam się na dobre.
- Boże, Rachel. Pamiętaj, ja zawsze ci pomogę. Zamieszkasz z nami i wszystko się ułoży. Obiecuję. On nie jest ciebie wart.
Brunet zabrał mi kubek z napojem i odłożył oby dwa na stół i przytulił mnie. Ja nawet nie próbowałam powstrzymać łez.
-
Dziękuję. Dziękuję, że jesteś. Gdyby nie ty, to nie wiem czy bym sobie
poradziła. Czy dałabym radę. Ale czy Perrie nie będzie zła?
- Ja... Ja rozstałem się z Perrie.
- Przykro mi.
- Nie potrzebnie. Dzięki temu zrozumiałem co tak na prawdę czuję. Rachel, ja wiem, że to za wcześnie, ale ja cię kocham.
Z jego twarzy się schodził uśmiech.
- O rany, powiedziałem to.
po tych słowach nie wiedziałam co powiedzieć. Zayn zauważając to - posmutniał.
- Rachel, przepraszam. Nie powinienem tego mów...
Przerwałam mu pocałunkiem.
- Taka odpowiedź cię zadowala?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
piątek, 28 grudnia 2012
sobota, 1 grudnia 2012
Imagin 8
Piosenka : < klik >
Sobota, 1 Grudnia 2012 roku, godzina czternasta zero sześć.
Pierwszy dzień grudnia. Już niedługo przygotowania do świąt. Co rusz na wystawach sklepowych widziałem świąteczne dekoracje. Idę spokojnie ulicami Londynu. Mimo wczesnej pory jestem zmęczony i głodny. Chcę wejść do domu i iść spać. Chłopaki pewnie już na mnie czekają. A ja najpierw jak zwykle idę do swojego świata. Schodzę do podziemi. Przedzieram się przez tłum, by tylko dostać się w to upragnione miejsce. Jak co dzień przepycham się przez tych ludzi, którzy śpieszą się do domu, czy do pracy. Ale ja mam to gdzieś i zdenerwowany popycham każdą osobę, która staje mi na drodze. W końcu docieram do miejsca, do którego chciałem dotrzeć. Ona stoi tutaj jak każdego dnia. Jej zielone tęczówki wyszukują kogoś spośród tego tłumu, który prze głusza każdy dźwięk, który wydobywa poprzez brzdąkania na gitarze. Podchodzę bliżej, by usłyszeć co gra tym razem. Ciągle na nią patrzę, a ona ciągle kogoś wyszukuje. Zatrzymuję się i przysłuchuję jej graniu.
" Hall of fame ."
Mimowolnie uśmiechnąłem się. nie wiem dlaczego, ale te trzy słowa w mojej głowie, wywarły na mnie ogromne wrażenia. A ona z dnia na dzień coraz bardziej mnie intrygowała. Zamknąłem oczy, by wyobrazić sobie w głowie teledysk do tej piosenki. Gdy otworzyłem je z powrotem poczułem na sobie czyiś wzrok. Spojrzałem znowu na " Dziewczynę z gitarą ", bo tak ją nazywałem. Ona również na mnie patrzała i się uśmiechała, więc ja postanowiłem zrobić to samo. Wpatrywaliśmy się w siebie przez dłuższą chwilę. Podziemie było już prawie puste, a ona nadal grała tę samą piosenkę. Dziewczyna nagle odwróciła wzrok. Przestała grać i wyciąga dzisiaj zarobione pieniądze z futerału na gitarę i wkłada tam instrument. Pieniądze chowa do kieszeni kurtki, a futerał zapina. Swoje długie blond włosy próbuje schować pod kapturem, ale one pozostają nieposłuszne i wypadają po za nakrycie głowy. Bierze do ręki swoją gitarę i powoli idzie w stronę wyjścia z podziemi, zostawiając mnie tutaj samego.Odprowadzam ją nadal zdziwionym wzrokiem, a gdy znika mi z przed oczu zorientowałem się, że za długo zwlekałem, by zaprosić ją na spotkanie. Wybiegłem na ulicę i wzrokiem jej szukałem. Gdy wreszcie ją ujrzałem podbiegłem bliżej. Starałem się być niezauważony. Szedłem za nią cały czas. W końcu zauważyłem, że skręcamy w stronę osiedla z domkami jednorodzinnymi.
" Z pewnością gdzieś tutaj mieszka. "
Miałem nadzieję, że to o czym pomyślałem przed chwilą nie jest kłamstwem. Szliśmy jeszcze przez jakiś czas. Na szczęście ona nadal nie zorientowała się, że za nią idę.
" Nareszcie. "
" Dziewczyna z gitarą " wchodziła na ogródek jednego z domków. Wziąłem głęboki wdech i dosyć głośno wypuściłem powietrze z płuc. Pobiegłem do blondynki, która już chciała chwytać klamkę w dłoń, gdy pociągnąłem ją w swoją stronę za drugą. Ona wpadła wprost w moje ramiona o mało nie przewracając nas oboje. Ja jakoś odzyskałem równowagę i uśmiechnąłem się, a ona wciąż patrzała na mnie ze zdziwieniem w swoich zielonych oczach. Jedną dłonią chwyciłem jej podbródek, a drugą zatopiłem w jej blond włosach. Po chwili patrzenia sobie w oczy zbliżyłem się do niej i wpiłem swoje usta w jej. Ona odwzajemniła pocałunek uśmiechając się.
~*~
Imagin polega na tym, że same sobie wybieracie o kim on jest :)
Sobota, 1 Grudnia 2012 roku, godzina czternasta zero sześć.
Pierwszy dzień grudnia. Już niedługo przygotowania do świąt. Co rusz na wystawach sklepowych widziałem świąteczne dekoracje. Idę spokojnie ulicami Londynu. Mimo wczesnej pory jestem zmęczony i głodny. Chcę wejść do domu i iść spać. Chłopaki pewnie już na mnie czekają. A ja najpierw jak zwykle idę do swojego świata. Schodzę do podziemi. Przedzieram się przez tłum, by tylko dostać się w to upragnione miejsce. Jak co dzień przepycham się przez tych ludzi, którzy śpieszą się do domu, czy do pracy. Ale ja mam to gdzieś i zdenerwowany popycham każdą osobę, która staje mi na drodze. W końcu docieram do miejsca, do którego chciałem dotrzeć. Ona stoi tutaj jak każdego dnia. Jej zielone tęczówki wyszukują kogoś spośród tego tłumu, który prze głusza każdy dźwięk, który wydobywa poprzez brzdąkania na gitarze. Podchodzę bliżej, by usłyszeć co gra tym razem. Ciągle na nią patrzę, a ona ciągle kogoś wyszukuje. Zatrzymuję się i przysłuchuję jej graniu.
" Hall of fame ."
Mimowolnie uśmiechnąłem się. nie wiem dlaczego, ale te trzy słowa w mojej głowie, wywarły na mnie ogromne wrażenia. A ona z dnia na dzień coraz bardziej mnie intrygowała. Zamknąłem oczy, by wyobrazić sobie w głowie teledysk do tej piosenki. Gdy otworzyłem je z powrotem poczułem na sobie czyiś wzrok. Spojrzałem znowu na " Dziewczynę z gitarą ", bo tak ją nazywałem. Ona również na mnie patrzała i się uśmiechała, więc ja postanowiłem zrobić to samo. Wpatrywaliśmy się w siebie przez dłuższą chwilę. Podziemie było już prawie puste, a ona nadal grała tę samą piosenkę. Dziewczyna nagle odwróciła wzrok. Przestała grać i wyciąga dzisiaj zarobione pieniądze z futerału na gitarę i wkłada tam instrument. Pieniądze chowa do kieszeni kurtki, a futerał zapina. Swoje długie blond włosy próbuje schować pod kapturem, ale one pozostają nieposłuszne i wypadają po za nakrycie głowy. Bierze do ręki swoją gitarę i powoli idzie w stronę wyjścia z podziemi, zostawiając mnie tutaj samego.Odprowadzam ją nadal zdziwionym wzrokiem, a gdy znika mi z przed oczu zorientowałem się, że za długo zwlekałem, by zaprosić ją na spotkanie. Wybiegłem na ulicę i wzrokiem jej szukałem. Gdy wreszcie ją ujrzałem podbiegłem bliżej. Starałem się być niezauważony. Szedłem za nią cały czas. W końcu zauważyłem, że skręcamy w stronę osiedla z domkami jednorodzinnymi.
" Z pewnością gdzieś tutaj mieszka. "
Miałem nadzieję, że to o czym pomyślałem przed chwilą nie jest kłamstwem. Szliśmy jeszcze przez jakiś czas. Na szczęście ona nadal nie zorientowała się, że za nią idę.
" Nareszcie. "
" Dziewczyna z gitarą " wchodziła na ogródek jednego z domków. Wziąłem głęboki wdech i dosyć głośno wypuściłem powietrze z płuc. Pobiegłem do blondynki, która już chciała chwytać klamkę w dłoń, gdy pociągnąłem ją w swoją stronę za drugą. Ona wpadła wprost w moje ramiona o mało nie przewracając nas oboje. Ja jakoś odzyskałem równowagę i uśmiechnąłem się, a ona wciąż patrzała na mnie ze zdziwieniem w swoich zielonych oczach. Jedną dłonią chwyciłem jej podbródek, a drugą zatopiłem w jej blond włosach. Po chwili patrzenia sobie w oczy zbliżyłem się do niej i wpiłem swoje usta w jej. Ona odwzajemniła pocałunek uśmiechając się.
~*~
Imagin polega na tym, że same sobie wybieracie o kim on jest :)
piątek, 30 listopada 2012
Imagin 6
Tego imagina dedykuję przyjaciółce Patrycji ;*
~*~
- Między nami koniec. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy z nową dziewczyną i, że będziesz jej wierny. Idę się spakować. Jutro wrócę po resztę swoich rzeczy. - mimo, że mój ukochany właśnie przyznał się do zdrady, byłam spokojniejsza niż zwykle. Mój były już chłopak siedział załamany w salonie, a ja poszłam do sypialni. Spod łóżka wyciągnęłam walizkę i położyłam ją na wcześniej wspomnianym meblu. Otworzyłam walizkę i szafę, z której zaczęłam po kolei wyciągać ubrania i chowałam je. Gdy już to zrobiłam zamknęłam walizkę i zeszłam z nią na dół. Chłopak siedział wciąż w tym samym miejscu i przyglądał się każdemu kolejnemu ruchowi. W jego oczach można było zobaczyć kilka uczyć. Smutek. Złość. Przeprosiny. Nienawiść. Oprócz tego, z jego brązowych tęczówek wylewały się pojedyncze łzy. Było mi go szkoda, ale nie mogłam mu teraz wybaczyć. Potrzebuję czasu. Ostatni raz spojrzałam na bruneta, ubrałam płaszcz i buty i wyszłam z domu. Wyciągnęłam z kieszeni spodni komórkę i zadzwoniłam po taksówkę, która po chwili stała obok mnie. Do bagażnika schowałam walizkę i wsiadłam do samochodu. Gdy ostatni raz spoglądałam na dom w oknie zauważyłam postać chłopaka. Płakał. Kiedy ujrzałam ten widok mi również zachciało się płakać. Z oczu spłynęło kilka łez. Mimo to, nie chciałam mieć z nim już nic wspólnego. Schrzanił sprawę, choć mówił, że mnie kocha. A ja głupia mu wierzyłam.
* 2 lata później *
- Katy! Chodź do mamy! Wujek Liam i ciocia Danielle przyszli do Ciebie! - krzyknęłam, a zza rogu wybiegła mała dziewczynka. Katy urodziła się osiem miesięcy po moim zerwaniu z Zayn'em. Przypominała go całą osobą. Mała mulatka o brązowych oczach i ciemnych włosach lubiąca przeglądać się w lustrach. Mała gdy zobaczyła gości, od razu pobiegła w ich stronę i pierwsze co zrobiła to przytuliła się do Dan. Katy ją uwielbiała. Danielle tańczyła razem z małą, ona zawsze powtarza, że będzie jak ciocia. Dan wzięła małą na ręce, a ta ją wyściskała. Uśmiechnęłam się widząc ten widok.
- Dobra, teraz kolej na zazdrosnego wujka - Liam spojrzał na Katy. Mała pokiwała tylko przecząco główką, a Payne zaczął udawać, że płacze. Katy gdy go zobaczyła wyciągnęła do niego rączki, a on zadowolony wziął ją na ręce i pobiegł do salonu. Razem z Danielle poszłyśmy tam, a widząc to co się tam działo zaczęłyśmy się śmiać. Katy trzymała w rączkach łyżki i biegała za Liam'em, który przed nią uciekał. Widząc przerażoną minę Liam'a nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Zaczęłam gonić córeczkę po pokoju. Gdy ją złapałam i zabrałam jej łyżki Liam mnie przytulił i zaczął dziękować. Dan gdy to zobaczyła " kaszlnęła " . Liam odsunął się ode mnie i wyszedł do przedpokoju.
- Dobra, przejdźmy do setna sprawy. Przyszliśmy tu z dwoma sprawami. Pierwsza to... - Payne wszedł z powrotem do salonu, a zza pleców wyciągnął lalkę i podał ją małej, która zaczęła klaskać w dłonie. - Druga to zaproszenie Was na nasz ślub. - Dan i Li zrobili poważne miny.
- Ale przecież tam będzie Zayn. - prawie krzyknęłam.
- Wiemy, ale bardzo chcemy, żebyście się tam pojawiły.- mówiąc to spojrzała na bawiącą się nową zabawką Katy.
- No dobrze, ale zrobię to tylko i wyłącznie dla Was. - uśmiechnęłam się, a para zrobiła to samo i mnie przytuliła.
- Dobra, koniec tych czułości. My musimy lecieć rozdać resztę zaproszeń. - Dan wstała i pociągnęła za sobą Liam'a. Ja odprowadziłam ich do drzwi i razem z córką pożegnałyśmy gości.
* dzień ślubu *
- Mamo! Sybko. Auto jus psyjechało! - mała wbiegła do łazienki jak poparzona. Ja skończyłam się malować i wzięłam ją na ręce.
- Już idziemy. Mama ubierze buciki i idziemy. - postawiłam Katy na ziemię i włożyłam buty i płaszcz. Z powrotem wzięłam ją na ręce i wyszłam z domu. Zamknęłam go na klucz i wsiadłam do czekającej już taksówki. Podałam młodemu chłopakowi adres kościoła i ruszyliśmy. Droga przebiegła szybko. Mała była strasznie podekscytowana, a ja bałam się zobaczyć Zayn'a. Myślałam jak to będzie. Czy się zorientuje? Z zamyślenia ocknęła mnie córka, która szturchała mnie wołając, że jesteśmy na miejscu. Zapłaciłam taksówkarzowi i wyszłam z samochodu. Weszłam do kościoła i zajęłam miejsce z samego tyłu. Katy była trochę niezadowolona, ale po chwili się uspokoiła. Przez jakąś część mszy wypatrywałam wzrokiem Malika. Gdy już go znalazłam ciągle na niego patrzałam. W ciągu tych dwóch lat trochę się zmienił. Mała była spokojna przez mszę. Wgapiła się w Danielle jak ja w Zayn'a. Na koniec mszy zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i pojechaliśmy na wesele. Na sali wypiliśmy szampana, młoda para zatańczyła swój pierwszy taniec, a potem Danielle porwała mi córkę, a a jej męża. Tańcząc miałam nadzieję, że Zayn mnie nie zobaczy, ponieważ na parkiecie było jeszcze kilka par, a jeżeli już to mnie nie pozna. Po skończonym tańcu z Liam'em przyszła pora na Katy. Wzięłam ją na ręce i szalałyśmy na parkiecie. Po chwili dołączyła do nas El i Dan i tańczyłyśmy w kółeczku. Potem doszedł do nas Liam, ale zamiast tańczyć z nami wziął Katy i poszedł tańczyć z nią sam. Ja przeprosiłam dziewczyny i poszłam usiąść na swoje miejsce i się czegoś napić. Po kilkunastu minutach kapela zrobiła sobie przerwę więc Katy pobiegła do mnie, by się czegoś napić. Porozmawiałyśmy chwilę i w pewnym momencie poczułam jak ktoś za mną siada.Odwróciłam się i niemal spadłam z krzesła. Przede mną siedział nie kto inny jak sam Zayn Malik. On widząc moją reakcję trochę się speszył, ale próbował to ukryć pod uśmiechem. Ja odwróciłam się z powrotem i wzięłam córeczkę na kolana. Ona usiadła na nich i wyciągnęła rączki po leżącego na stole banana. Chciałam jej go podać, ale Mulat mnie wyręczył. Mała spojrzała na niego wyszeptała ciche " Dziękuję ", a on uśmiechnął się.
- Patricia. Proszę, porozmawiaj ze mną. - Obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy. Można było w nich dostrzec smutek.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Starałam się mówić obojętnie i nie okazywać skruchy, ale przy nim nie umiałam udawać. Z trudnością mi się to udało.
- Właśnie, że mamy. Dobrze wiesz, że nie zrobiłem tego świadomie. Kocham Cię.
- Zayn, zdradziłeś mnie. I jeszcze się do tego przyznałeś. Wiesz jak ja się poczułam? - W moich oczach było już pełno łez, a jedna z nich spłynęła mi po policzku.
- Wiem, że źle zrobiłem. Żałuję tego. Gdybym mógł cofnąć czas zrobiłbym to. Uwierz mi. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. - Chłopak chwycił mnie za rękę i złożył na moich ustach nieśmiały pocałunek. Katy gdy to zobaczyła uderzyła Malika. Uśmiechnęłam się, a on zrobił to samo. Po chwili zorientował się, że coś jest nie tak i poczułam na sobie jego pytający wzrok.
- Czy to... - chłopak nie wiedział jak to powiedzieć, a ja pokiwałam potwierdzającą głową.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ?
- Bo nie chciałam tego mówić. Nie chciałam zawracać Ci głowy.
- Ale czym ? Przecież wiedziałaś, że chcę mieć dziecko. Wiedziałaś, że chcę mieć je z Tobą.
Na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
- Mamo kim jest ten pan ? - Córeczka szepnęła mi na ucho, ale wystarczająco głośno by jej ojciec to usłyszał.
- Cześć. Jestem Zayn i jestem Twoim tatą. - Mulat uśmiechnął się, a mała zrobiła to samo i przytuliła się do chłopaka.
~*~
- Między nami koniec. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy z nową dziewczyną i, że będziesz jej wierny. Idę się spakować. Jutro wrócę po resztę swoich rzeczy. - mimo, że mój ukochany właśnie przyznał się do zdrady, byłam spokojniejsza niż zwykle. Mój były już chłopak siedział załamany w salonie, a ja poszłam do sypialni. Spod łóżka wyciągnęłam walizkę i położyłam ją na wcześniej wspomnianym meblu. Otworzyłam walizkę i szafę, z której zaczęłam po kolei wyciągać ubrania i chowałam je. Gdy już to zrobiłam zamknęłam walizkę i zeszłam z nią na dół. Chłopak siedział wciąż w tym samym miejscu i przyglądał się każdemu kolejnemu ruchowi. W jego oczach można było zobaczyć kilka uczyć. Smutek. Złość. Przeprosiny. Nienawiść. Oprócz tego, z jego brązowych tęczówek wylewały się pojedyncze łzy. Było mi go szkoda, ale nie mogłam mu teraz wybaczyć. Potrzebuję czasu. Ostatni raz spojrzałam na bruneta, ubrałam płaszcz i buty i wyszłam z domu. Wyciągnęłam z kieszeni spodni komórkę i zadzwoniłam po taksówkę, która po chwili stała obok mnie. Do bagażnika schowałam walizkę i wsiadłam do samochodu. Gdy ostatni raz spoglądałam na dom w oknie zauważyłam postać chłopaka. Płakał. Kiedy ujrzałam ten widok mi również zachciało się płakać. Z oczu spłynęło kilka łez. Mimo to, nie chciałam mieć z nim już nic wspólnego. Schrzanił sprawę, choć mówił, że mnie kocha. A ja głupia mu wierzyłam.
* 2 lata później *
- Katy! Chodź do mamy! Wujek Liam i ciocia Danielle przyszli do Ciebie! - krzyknęłam, a zza rogu wybiegła mała dziewczynka. Katy urodziła się osiem miesięcy po moim zerwaniu z Zayn'em. Przypominała go całą osobą. Mała mulatka o brązowych oczach i ciemnych włosach lubiąca przeglądać się w lustrach. Mała gdy zobaczyła gości, od razu pobiegła w ich stronę i pierwsze co zrobiła to przytuliła się do Dan. Katy ją uwielbiała. Danielle tańczyła razem z małą, ona zawsze powtarza, że będzie jak ciocia. Dan wzięła małą na ręce, a ta ją wyściskała. Uśmiechnęłam się widząc ten widok.
- Dobra, teraz kolej na zazdrosnego wujka - Liam spojrzał na Katy. Mała pokiwała tylko przecząco główką, a Payne zaczął udawać, że płacze. Katy gdy go zobaczyła wyciągnęła do niego rączki, a on zadowolony wziął ją na ręce i pobiegł do salonu. Razem z Danielle poszłyśmy tam, a widząc to co się tam działo zaczęłyśmy się śmiać. Katy trzymała w rączkach łyżki i biegała za Liam'em, który przed nią uciekał. Widząc przerażoną minę Liam'a nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Zaczęłam gonić córeczkę po pokoju. Gdy ją złapałam i zabrałam jej łyżki Liam mnie przytulił i zaczął dziękować. Dan gdy to zobaczyła " kaszlnęła " . Liam odsunął się ode mnie i wyszedł do przedpokoju.
- Dobra, przejdźmy do setna sprawy. Przyszliśmy tu z dwoma sprawami. Pierwsza to... - Payne wszedł z powrotem do salonu, a zza pleców wyciągnął lalkę i podał ją małej, która zaczęła klaskać w dłonie. - Druga to zaproszenie Was na nasz ślub. - Dan i Li zrobili poważne miny.
- Ale przecież tam będzie Zayn. - prawie krzyknęłam.
- Wiemy, ale bardzo chcemy, żebyście się tam pojawiły.- mówiąc to spojrzała na bawiącą się nową zabawką Katy.
- No dobrze, ale zrobię to tylko i wyłącznie dla Was. - uśmiechnęłam się, a para zrobiła to samo i mnie przytuliła.
- Dobra, koniec tych czułości. My musimy lecieć rozdać resztę zaproszeń. - Dan wstała i pociągnęła za sobą Liam'a. Ja odprowadziłam ich do drzwi i razem z córką pożegnałyśmy gości.
* dzień ślubu *
- Mamo! Sybko. Auto jus psyjechało! - mała wbiegła do łazienki jak poparzona. Ja skończyłam się malować i wzięłam ją na ręce.
- Już idziemy. Mama ubierze buciki i idziemy. - postawiłam Katy na ziemię i włożyłam buty i płaszcz. Z powrotem wzięłam ją na ręce i wyszłam z domu. Zamknęłam go na klucz i wsiadłam do czekającej już taksówki. Podałam młodemu chłopakowi adres kościoła i ruszyliśmy. Droga przebiegła szybko. Mała była strasznie podekscytowana, a ja bałam się zobaczyć Zayn'a. Myślałam jak to będzie. Czy się zorientuje? Z zamyślenia ocknęła mnie córka, która szturchała mnie wołając, że jesteśmy na miejscu. Zapłaciłam taksówkarzowi i wyszłam z samochodu. Weszłam do kościoła i zajęłam miejsce z samego tyłu. Katy była trochę niezadowolona, ale po chwili się uspokoiła. Przez jakąś część mszy wypatrywałam wzrokiem Malika. Gdy już go znalazłam ciągle na niego patrzałam. W ciągu tych dwóch lat trochę się zmienił. Mała była spokojna przez mszę. Wgapiła się w Danielle jak ja w Zayn'a. Na koniec mszy zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i pojechaliśmy na wesele. Na sali wypiliśmy szampana, młoda para zatańczyła swój pierwszy taniec, a potem Danielle porwała mi córkę, a a jej męża. Tańcząc miałam nadzieję, że Zayn mnie nie zobaczy, ponieważ na parkiecie było jeszcze kilka par, a jeżeli już to mnie nie pozna. Po skończonym tańcu z Liam'em przyszła pora na Katy. Wzięłam ją na ręce i szalałyśmy na parkiecie. Po chwili dołączyła do nas El i Dan i tańczyłyśmy w kółeczku. Potem doszedł do nas Liam, ale zamiast tańczyć z nami wziął Katy i poszedł tańczyć z nią sam. Ja przeprosiłam dziewczyny i poszłam usiąść na swoje miejsce i się czegoś napić. Po kilkunastu minutach kapela zrobiła sobie przerwę więc Katy pobiegła do mnie, by się czegoś napić. Porozmawiałyśmy chwilę i w pewnym momencie poczułam jak ktoś za mną siada.Odwróciłam się i niemal spadłam z krzesła. Przede mną siedział nie kto inny jak sam Zayn Malik. On widząc moją reakcję trochę się speszył, ale próbował to ukryć pod uśmiechem. Ja odwróciłam się z powrotem i wzięłam córeczkę na kolana. Ona usiadła na nich i wyciągnęła rączki po leżącego na stole banana. Chciałam jej go podać, ale Mulat mnie wyręczył. Mała spojrzała na niego wyszeptała ciche " Dziękuję ", a on uśmiechnął się.
- Patricia. Proszę, porozmawiaj ze mną. - Obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy. Można było w nich dostrzec smutek.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Starałam się mówić obojętnie i nie okazywać skruchy, ale przy nim nie umiałam udawać. Z trudnością mi się to udało.
- Właśnie, że mamy. Dobrze wiesz, że nie zrobiłem tego świadomie. Kocham Cię.
- Zayn, zdradziłeś mnie. I jeszcze się do tego przyznałeś. Wiesz jak ja się poczułam? - W moich oczach było już pełno łez, a jedna z nich spłynęła mi po policzku.
- Wiem, że źle zrobiłem. Żałuję tego. Gdybym mógł cofnąć czas zrobiłbym to. Uwierz mi. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. - Chłopak chwycił mnie za rękę i złożył na moich ustach nieśmiały pocałunek. Katy gdy to zobaczyła uderzyła Malika. Uśmiechnęłam się, a on zrobił to samo. Po chwili zorientował się, że coś jest nie tak i poczułam na sobie jego pytający wzrok.
- Czy to... - chłopak nie wiedział jak to powiedzieć, a ja pokiwałam potwierdzającą głową.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ?
- Bo nie chciałam tego mówić. Nie chciałam zawracać Ci głowy.
- Ale czym ? Przecież wiedziałaś, że chcę mieć dziecko. Wiedziałaś, że chcę mieć je z Tobą.
Na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
- Mamo kim jest ten pan ? - Córeczka szepnęła mi na ucho, ale wystarczająco głośno by jej ojciec to usłyszał.
- Cześć. Jestem Zayn i jestem Twoim tatą. - Mulat uśmiechnął się, a mała zrobiła to samo i przytuliła się do chłopaka.
czwartek, 1 listopada 2012
Imagin 5
" Ty. Ja. Park. Fontanna. Dziesięć minut. "
Nie ma co, miły to on jest bardzo. Rozczesałam moje długie, blond włosy i spięłam je w wysokiego koka. Ubrałam kozaki, płaszcz, szalik i zamiast czapki nauszniki, by nie zniszczyć zrobionej chwilę temu fryzury. Wyszłam z domu i zamknęłam go. Ruszyłam w stronę parku, do którego miałam bardzo blisko. Po około pięciu minutach byłam na miejscu. Brunet czekał już na mnie. Siedział na naszej ławce. To zawsze tutaj się spotykaliśmy, gdy musieliśmy coś sobie powiedzieć. Lou był moim przyjacielem od dzieciństwa. Teraz on ma dwadzieścia jeden lat, a ja dziewiętnaście. Ale dwa lata temu coś się wydarzyło. Zakochałam się w nim. Nigdy mu tego nie powiedziałam bo bałam się niszczyć naszą piętnastoletnią przyjaźń. Zawsze gdy go widzę moje serce zaczyna bić mocniej. Tym razem też tak było. Podeszłam do ławki i na niej usiadłam. Brunet spojrzał na mnie.
- To co się stało ?- Uśmiechnęła się. Dopiero teraz zauważyłam jego czerwone oczy. Spoważniałam. - Dlaczego płakałeś ? Lou co się stało ?
- Zerwała ze mną. - No tak, zapomniałam dodać, że Lou jest, a raczej był z Eleanor. Szczerze jej nienawidziłam. Ale teraz mogłabym ją zamordować.
- Co ? Ale jak to ? Dlaczego ?
- No domyśl się! Nie chciałem jej kupić jakiejś torebki. Powiedziałem jej, że jest za droga. A ta się oburzyła i poszła. Więc ja też poszedłem do domu. Wchodzę do środka i dostaję SMS 'a : "Sorry, ale to koniec. Nigdy Cię nie kochałam. Eleanor." Jaki ja byłem głupi. Dlaczego Was nie posłuchałem ?
- Nie martw się. Ona nie była ciebie warta. Znajdziesz inną, lepszą. Obiecuję.
- A wiesz co jest najlepsze ? - spytał, patrząc na mnie i ocierając łzy. - Że dzięki niej zrozumiałem kogo tak naprawdę kocham.- Chłopak uśmiechnął się, a ja posmutniałam.
- To zadzwoń do niej. Teraz, przy mnie. Chcę wiedzieć kto jest tą szczęściarą. - powiedziałam wymuszając uśmiech. - No już. - poganiałam go.
- Masz rację. - wyciągnął telefon z kieszeni spodni i wybrał jakiś numer. Znał go na pamięć. Wpisał go szybko. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył komórkę do ucha. Uśmiech ani na chwilę nie schodził z jego twarzy. W mojej kieszeni coś zaczęło wibrować. Wyciągnęłam z niej komórkę i popatrzałam na wyświetlacz. Na ekranie widniał napis " Lou dzwoni " Uśmiechnęłam się i odebrałam.
- Halo ? - spytałam.
- Nicky to ty ?
- Tak to ja. Lou czego chcesz ? - spytałam śmiejąc się.
- Muszę co coś powiedzieć.
- Słucham.
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też. - powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. On popatrzył na mnie zdziwiony.
- Na prawdę ? - spytał niedowierzając.
- Tak. Kocham cię już od dwóch lat, ale bałam się powiedzieć, bo byłeś z El i nie chciałam niszczyć naszej przyjaźni.
- Ej, to już nie ma znaczenia. Kocham cię, ty kochasz mnie. Wszystko nareszcie odnalazło sens.
- Masz rację. Masz ochotę na ciepłe kakao ?
- Zawsze.- Lou chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę mojego domu. Byliśmy w środku momentalnie. Rozebraliśmy się i poszliśmy do kuchni. Louis pomógł mi zrobić gorąc napój. Gdy był już gotowy dodałam jeszcze pianki, bitą śmietanę i rozkruszyłam na nią czekoladą. Dodałam jeszcze czekoladowe rurki. Poszliśmy do salonu i delektowaliśmy się napojem, ciągle patrząc sobie w oczy. Nigdy nie sądziłam, że moje marzenie się spełni. Gdy wypiliśmy swoje kakao położyliśmy się, otuleni w koc i przytuleni do siebie.
- Kocham cię Nicky.
- Ja ciebie też Louis.
- Wiesz, że musimy wszystkim powiedzieć prawdę.
- Wiem. Najgorzej będzie z fanami. Myślisz, że mnie polubią ?
- No jasne. Kocham cię ! - uśmiechnął się i wpił w moje usta. Przytuliliśmy się do siebie i zasnęliśmy.
Nie ma co, miły to on jest bardzo. Rozczesałam moje długie, blond włosy i spięłam je w wysokiego koka. Ubrałam kozaki, płaszcz, szalik i zamiast czapki nauszniki, by nie zniszczyć zrobionej chwilę temu fryzury. Wyszłam z domu i zamknęłam go. Ruszyłam w stronę parku, do którego miałam bardzo blisko. Po około pięciu minutach byłam na miejscu. Brunet czekał już na mnie. Siedział na naszej ławce. To zawsze tutaj się spotykaliśmy, gdy musieliśmy coś sobie powiedzieć. Lou był moim przyjacielem od dzieciństwa. Teraz on ma dwadzieścia jeden lat, a ja dziewiętnaście. Ale dwa lata temu coś się wydarzyło. Zakochałam się w nim. Nigdy mu tego nie powiedziałam bo bałam się niszczyć naszą piętnastoletnią przyjaźń. Zawsze gdy go widzę moje serce zaczyna bić mocniej. Tym razem też tak było. Podeszłam do ławki i na niej usiadłam. Brunet spojrzał na mnie.
- To co się stało ?- Uśmiechnęła się. Dopiero teraz zauważyłam jego czerwone oczy. Spoważniałam. - Dlaczego płakałeś ? Lou co się stało ?
- Zerwała ze mną. - No tak, zapomniałam dodać, że Lou jest, a raczej był z Eleanor. Szczerze jej nienawidziłam. Ale teraz mogłabym ją zamordować.
- Co ? Ale jak to ? Dlaczego ?
- No domyśl się! Nie chciałem jej kupić jakiejś torebki. Powiedziałem jej, że jest za droga. A ta się oburzyła i poszła. Więc ja też poszedłem do domu. Wchodzę do środka i dostaję SMS 'a : "Sorry, ale to koniec. Nigdy Cię nie kochałam. Eleanor." Jaki ja byłem głupi. Dlaczego Was nie posłuchałem ?
- Nie martw się. Ona nie była ciebie warta. Znajdziesz inną, lepszą. Obiecuję.
- A wiesz co jest najlepsze ? - spytał, patrząc na mnie i ocierając łzy. - Że dzięki niej zrozumiałem kogo tak naprawdę kocham.- Chłopak uśmiechnął się, a ja posmutniałam.
- To zadzwoń do niej. Teraz, przy mnie. Chcę wiedzieć kto jest tą szczęściarą. - powiedziałam wymuszając uśmiech. - No już. - poganiałam go.
- Masz rację. - wyciągnął telefon z kieszeni spodni i wybrał jakiś numer. Znał go na pamięć. Wpisał go szybko. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył komórkę do ucha. Uśmiech ani na chwilę nie schodził z jego twarzy. W mojej kieszeni coś zaczęło wibrować. Wyciągnęłam z niej komórkę i popatrzałam na wyświetlacz. Na ekranie widniał napis " Lou dzwoni " Uśmiechnęłam się i odebrałam.
- Halo ? - spytałam.
- Nicky to ty ?
- Tak to ja. Lou czego chcesz ? - spytałam śmiejąc się.
- Muszę co coś powiedzieć.
- Słucham.
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też. - powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. On popatrzył na mnie zdziwiony.
- Na prawdę ? - spytał niedowierzając.
- Tak. Kocham cię już od dwóch lat, ale bałam się powiedzieć, bo byłeś z El i nie chciałam niszczyć naszej przyjaźni.
- Ej, to już nie ma znaczenia. Kocham cię, ty kochasz mnie. Wszystko nareszcie odnalazło sens.
- Masz rację. Masz ochotę na ciepłe kakao ?
- Zawsze.- Lou chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę mojego domu. Byliśmy w środku momentalnie. Rozebraliśmy się i poszliśmy do kuchni. Louis pomógł mi zrobić gorąc napój. Gdy był już gotowy dodałam jeszcze pianki, bitą śmietanę i rozkruszyłam na nią czekoladą. Dodałam jeszcze czekoladowe rurki. Poszliśmy do salonu i delektowaliśmy się napojem, ciągle patrząc sobie w oczy. Nigdy nie sądziłam, że moje marzenie się spełni. Gdy wypiliśmy swoje kakao położyliśmy się, otuleni w koc i przytuleni do siebie.
- Kocham cię Nicky.
- Ja ciebie też Louis.
- Wiesz, że musimy wszystkim powiedzieć prawdę.
- Wiem. Najgorzej będzie z fanami. Myślisz, że mnie polubią ?
- No jasne. Kocham cię ! - uśmiechnął się i wpił w moje usta. Przytuliliśmy się do siebie i zasnęliśmy.
niedziela, 28 października 2012
Imagin 4
Part I
Piosenka
- Harry, obudź się.
- Po co?
- Mała płacze. Idź do niej.
- Ale dlaczego ja ?
- Bo to zawsze ja do niej chodziłam. - chłopak westchnął cicho i wytarmosił się z łóżka. Wyszedł z pokoju i skierował się do pokoju naszej córeczki. Nagle z pokoju dobiegł mnie jakiś krzyk. Wybiegłam szybko z pokoju i po dosłownie dwóch sekundach znalazłam się w pokoju Darcy. Harry chodził nerwowo po pokoju z małą na rękach, a ta ciągle płakała i nie chciała się uspokoić. Chłopak jak mnie zobaczył oddał mi dziewczynkę i wyszedł z pokoju. Zdenerwowałam się. Nakarmiłam dziecko i położyłam ją spać. Następnie weszłam zdenerwowana do naszej sypialni. Harry siedział na łóżku odwrócony plecami do mnie. Pokręciłam głową i zabrałam swoją poduszkę oraz koc. Poszłam spać do małej. Na szczęście była tam kanapa. Położyłam się na niej i tak jak moja córeczka momentalnie zasnęłam. Obudziłam się około dziesiątej rano. Gdy mała jeszcze spała poszłam na dół do kuchni. Przygotowałam jej ulubioną, bananową kaszkę, a sobie zrobiłam płatki z mlekiem. Położyłam posiłki na tacy i z powrotem weszłam na górę. Darcy już zdążyła się obudzić więc postanowiłam ją nakarmić. Gdy wszystko już zjadła położyłam ją i sama zjadłam swoje śniadanie. Gdy je jadłam zastanawiałam się o co wczoraj Hazzie chodziło. W ogóle gdzie on jest. O tej porze siedzi już przed telewizorem, a nic tam przecież nie słyszałam. Trochę podenerwowana odłożyłam miskę na stolik i poszłam do sypialni. Loczka nie było. Szafa była otworzona. Nie było w niej ubrań Harry'ego. Na łóżku była jakaś kartka.
" Droga Katy,
Przepraszam, że Cię zostawiłem. Kocham Cię i zawsze tak będzie, ale ja już nie mogę. Wytrzymałem sześć miesięcy i dłużej nie wytrzymam. Potrzebuję odpoczynku. Kocham Cię i Darcy tak samo, ale już tak nie umiem. Mamy tylko osiemnaście lat. Potrzebuję czasu. Nie szukaj mnie. Za niedługo się odezwę. Obiecuję,
Na zawsze Twój Harry. "
Właśnie tego najbardziej się bałam. Że mnie zostawi. No i stało się. Moje najgorsze przeczucia się potwierdziły. Trzymałam mocno kartkę, a z moich oczu lały się łzy. Ale nie mogłam się poddać. Nie dla niej. Z pokoju obok rozległ się płacz. Odłożyłam kartkę na swoje miejsce, wytarłam oczy i poszłam zobaczyć Darcy. Gdy ją zobaczyłam znów chciało mi się płakać. Mała strasznie go przypominała. Te pięknie zielone oczy i dołeczki. Dla niej nie mogłam się poddać. Postanowiłam poczekać na jakiś znak od ukochanego. Wzięłam dziewczynkę na ręce i próbowałam uspokoić. Po kilku minutach śpiewania kołysanek zasnęła. Ja wyszłam z jej pokoiku i weszłam do sypialni. Wzięłam jedną z ramek, w której znajdowało się nasze wspólne zdjęcie. Dzień, w którym wyznaliśmy sobie miłość. Znów zaczęłam płakać. Po około godzinie zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest to pierwsza część dwu- lub trzyczęściowego imagina :)
niedziela, 21 października 2012
Imagin 3
Jak codziennie o tej porze wychodziłem na zakupy. Nigdy nie sądziłem, że ten dzień zupełnie zmieni moje życie. Ale los płata nam figle.
Pożegnałem się z domownikami i wyszedłem z mieszkania. Zjechałem windą na dół i skierowałem się w stronę Tesco. Wszedłem do środka i włożyłem do wózka
najpotrzebniejsze rzeczy. Poszedłem do kasy, zapłaciłem i wyszedłem ze sklepu. I wtedy moje życie zmieniło się diametralnie, a wszystkie wspomnienia wróciły.
Wpadłem na jakąś kobietę. Chciała wejść do sklepu. Wywróciła się. Chciałem pomóc jej wstać i przeprosić. I wtedy ją rozpoznałem, W moich oczach można było zobaczyć przerażenie.
Znowu w Jej - zdziwienie. Podałem Jej rękę w celu podniesienia Jej z asfaltu. Ona chwyciła ją i się podniosła.
- Dziękuję. - zaczęła rozmowa, a ja chciałem z tamtąd uciec. Ale nie mogłem. Miałem tyle pytań, na które chciałem znaleźć odpowiedź.
- Nie ma za co. - powiedziałem, próbując nie patrzeć Jej w oczy.
- Co za miła niespodzianka. - nie patrzyłem na nią, ale widziałem, że się uśmiechnęła.
- Niezbyt miła - mruknąłem pod nosem.
- Słucham ?
- Nie nic.
- Co u Ciebie słychać ? - spytała jak gdyby nigdy nic.
- Dlaczego ? - wypaliłem i wreszcie na nią spojrzałem. Zmieniła się, ale ja zawsze ją rozpoznam.
- Co ? - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Dlaczego to zrobiłaś ? Dlaczego nas zostawiłaś ? - spytałem przez zaciśnięte zęby. W oczach miałem łzy.
- Bo musiałam. Nie miałam innego wyboru. - w jej oczach można było dostrzec wyrzuty.
- Miałaś inny wybór ! Mogłaś zostać z nami ! - niemalże krzyczałem.
- Ty nic nie rozumiesz ! Bałam się.
- Ciekawe niby czego ? - spytałem z ironią i złością w oczach.
- Życia.
- Przeżyłaś dwadzieścia lat. I dopiero w tedy zaczęłaś się bać życia ? I dlatego musiałaś zostawić mnie z nowo narodzonym dzieckiem ?
Ty nawet nie wiesz jak nazywa się Twój własny syn. Ty nawet nie wiesz czy żyje ! Ale jak widzę nie interesowało Cię to przez całe pięć lat. Po co wróciłaś ?
- Bo zrozumiałam, że popełniłam błąd.
- Trochę za późno. I co masz teraz zamiar zrobić ?
- Spotkać się z synem i błagać Cię o wybaczenie.
Miałem ochotę ją wyśmiać gdy to usłyszałem, ale postanowiłem zachować powagę. Nie rozumiałem jak można zrobić coś takiego i prosić o wybaczenie. Postanowiłem jednak dać jej szansę. Przecież ją kochałem. Byiśmy ze sobą trzy lata. Ona zaszła w ciążę,
urodziła i uciekła. I nagle tak sobie pojawiła się w moim poukładanym już życiu po pięciu latach nieobecności. Dla mnie to było śmieszne, ale nadal żywię do Niej jakieś uczucie. Minimalne, ale czuję. Mimo, iż mam kogoś innego.
- Dobrze, ale pamiętaj David nie wie, że jesteś jego matką. Myśli, że jest nią Mary. Planujemy z nią ślub.
- A więc nazywa się David. - pomknęła wzrokiem gdzieś w dal. Nagle odwróciła głowę i spojrzała na mnie. - Znalazłeś nową ? - opuściła głowę. - Gratuluję . Mam nadzieję, że jesteś z nią szczęśliwy.
- Dzięki. - spojrzeliśmy na siebie i nie odzywaliśmy się. - Idziemy ? - spytałem by rozluźnić atmosferę.
- Jasne. - podniosłem zakupy z asfaltu i prowadziłem Ją w stronę wielkiego bloku. Weszliśmy do windy i pojechaliśmy na jedenaste piętro. Wprowadziłem ją do mieszkania.
- Wróciłem ! - krzyknąłem, a zza drzwi wybiegł pięciolatek.
- Tato ! Tato ! Kupiłeś mi żelki ?
- Ależ oczywiście. - podałem mu słodycze. - Proszę ! Smacznego.
- Dziękuję. A co to za pani ? - spojrzał na Nią. Stała za mną i wpatrywała się w David'a.
- Cześć David. Ja jestem... - przerwałem jej, ponieważ bałem się, że powie mu prawdę.
- Ta Pani jest Twoją ciocią. Przyjechała Cię odwiedzić, bo dawno Cię nie widziała.
- Ciocia ! Ciocia !
- David idź do mamy. Ja muszę z ciocią porozmawiać.
- Dobrze. Pa ciocia !
- Pa skarbie.
Gdy mały poszedł do Mary zwróciłem się do Niej.
- Możesz przychodzić kiedy chcesz, ale pamiętaj - David ma dowiedzieć się prawdy w swoim czasie.
- Dobrze. Ja już pójdę. Wyjaśnij sobie wszystko z Mary.
- Taki miałem zamiar. - zaśmiałem się, a Ona to odwzajemniła.
- Zapomniałabym. Niall...
- Tak ?
- Dziękuję za wybaczenie. - uśmiechnąłem się i zamknąłem za Nią drzwi.
Pożegnałem się z domownikami i wyszedłem z mieszkania. Zjechałem windą na dół i skierowałem się w stronę Tesco. Wszedłem do środka i włożyłem do wózka
najpotrzebniejsze rzeczy. Poszedłem do kasy, zapłaciłem i wyszedłem ze sklepu. I wtedy moje życie zmieniło się diametralnie, a wszystkie wspomnienia wróciły.
Wpadłem na jakąś kobietę. Chciała wejść do sklepu. Wywróciła się. Chciałem pomóc jej wstać i przeprosić. I wtedy ją rozpoznałem, W moich oczach można było zobaczyć przerażenie.
Znowu w Jej - zdziwienie. Podałem Jej rękę w celu podniesienia Jej z asfaltu. Ona chwyciła ją i się podniosła.
- Dziękuję. - zaczęła rozmowa, a ja chciałem z tamtąd uciec. Ale nie mogłem. Miałem tyle pytań, na które chciałem znaleźć odpowiedź.
- Nie ma za co. - powiedziałem, próbując nie patrzeć Jej w oczy.
- Co za miła niespodzianka. - nie patrzyłem na nią, ale widziałem, że się uśmiechnęła.
- Niezbyt miła - mruknąłem pod nosem.
- Słucham ?
- Nie nic.
- Co u Ciebie słychać ? - spytała jak gdyby nigdy nic.
- Dlaczego ? - wypaliłem i wreszcie na nią spojrzałem. Zmieniła się, ale ja zawsze ją rozpoznam.
- Co ? - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Dlaczego to zrobiłaś ? Dlaczego nas zostawiłaś ? - spytałem przez zaciśnięte zęby. W oczach miałem łzy.
- Bo musiałam. Nie miałam innego wyboru. - w jej oczach można było dostrzec wyrzuty.
- Miałaś inny wybór ! Mogłaś zostać z nami ! - niemalże krzyczałem.
- Ty nic nie rozumiesz ! Bałam się.
- Ciekawe niby czego ? - spytałem z ironią i złością w oczach.
- Życia.
- Przeżyłaś dwadzieścia lat. I dopiero w tedy zaczęłaś się bać życia ? I dlatego musiałaś zostawić mnie z nowo narodzonym dzieckiem ?
Ty nawet nie wiesz jak nazywa się Twój własny syn. Ty nawet nie wiesz czy żyje ! Ale jak widzę nie interesowało Cię to przez całe pięć lat. Po co wróciłaś ?
- Bo zrozumiałam, że popełniłam błąd.
- Trochę za późno. I co masz teraz zamiar zrobić ?
- Spotkać się z synem i błagać Cię o wybaczenie.
Miałem ochotę ją wyśmiać gdy to usłyszałem, ale postanowiłem zachować powagę. Nie rozumiałem jak można zrobić coś takiego i prosić o wybaczenie. Postanowiłem jednak dać jej szansę. Przecież ją kochałem. Byiśmy ze sobą trzy lata. Ona zaszła w ciążę,
urodziła i uciekła. I nagle tak sobie pojawiła się w moim poukładanym już życiu po pięciu latach nieobecności. Dla mnie to było śmieszne, ale nadal żywię do Niej jakieś uczucie. Minimalne, ale czuję. Mimo, iż mam kogoś innego.
- Dobrze, ale pamiętaj David nie wie, że jesteś jego matką. Myśli, że jest nią Mary. Planujemy z nią ślub.
- A więc nazywa się David. - pomknęła wzrokiem gdzieś w dal. Nagle odwróciła głowę i spojrzała na mnie. - Znalazłeś nową ? - opuściła głowę. - Gratuluję . Mam nadzieję, że jesteś z nią szczęśliwy.
- Dzięki. - spojrzeliśmy na siebie i nie odzywaliśmy się. - Idziemy ? - spytałem by rozluźnić atmosferę.
- Jasne. - podniosłem zakupy z asfaltu i prowadziłem Ją w stronę wielkiego bloku. Weszliśmy do windy i pojechaliśmy na jedenaste piętro. Wprowadziłem ją do mieszkania.
- Wróciłem ! - krzyknąłem, a zza drzwi wybiegł pięciolatek.
- Tato ! Tato ! Kupiłeś mi żelki ?
- Ależ oczywiście. - podałem mu słodycze. - Proszę ! Smacznego.
- Dziękuję. A co to za pani ? - spojrzał na Nią. Stała za mną i wpatrywała się w David'a.
- Cześć David. Ja jestem... - przerwałem jej, ponieważ bałem się, że powie mu prawdę.
- Ta Pani jest Twoją ciocią. Przyjechała Cię odwiedzić, bo dawno Cię nie widziała.
- Ciocia ! Ciocia !
- David idź do mamy. Ja muszę z ciocią porozmawiać.
- Dobrze. Pa ciocia !
- Pa skarbie.
Gdy mały poszedł do Mary zwróciłem się do Niej.
- Możesz przychodzić kiedy chcesz, ale pamiętaj - David ma dowiedzieć się prawdy w swoim czasie.
- Dobrze. Ja już pójdę. Wyjaśnij sobie wszystko z Mary.
- Taki miałem zamiar. - zaśmiałem się, a Ona to odwzajemniła.
- Zapomniałabym. Niall...
- Tak ?
- Dziękuję za wybaczenie. - uśmiechnąłem się i zamknąłem za Nią drzwi.
Imagin 2
- Na pewno chcesz to zrobić ? - dopytywałem.
- Tak. - odpowiedziała niewzruszona, jakby nie wiedziała co ją czeka.A było wręcz przeciwnie.
Zapaliłem silnik i odjechałem z pod jej domu. Bałem się, cholernie się bałem. Wiedziałem, że ten okres będzie dla nas bardzo trudny.
Modliłem się, żeby nas nikt nie odnalazł. Spojrzałem na nią. Bała się. Nie okazywała tego, ale się bała. Skąd wiem ?
Za długo ją znam i za bardzo ją kocham, żeby nie wiedzieć. Serce waliło mi niemiłosiernie.Ciągle miałem wrażenie, że ktoś nasz śledzi.
- Gdzie jedziemy ? - zapytała po kilku minutach ciszy.
- Sam nie wiem. Muszę pomyśleć.
- To myśl szybciej. Proszę.
- Postaram się. - Spojrzałem w jej piękne zielone oczy. A Ona w moje.
- Kocham Cię. - wymusiłem uśmiech, co było dla mnie trudne w tej chwili. Lecz wiedziałem, że za kilka dni wszystko będzie dobrze.
- Ja Ciebie też.
Włączyłem radio. Z głośników płynęły dźwięki "Wehikułu czasu". Piosenka była idealna na panujący nastrój.Skręciłem w prawo kierując się na ślepą uliczkę.
Wiedziałem, że nikogo tam nie będzie. Często właśnie w tym miejscu spotykałem się z Nią. Wyłączyłem silnik i wyszedłem z samochodu.
Ona zrobiła to samo. Oboje usiedliśmy na masce czarnego BMW. Ten samochód zawsze mogłem zmienić na jakiś lepszy, ale nigdy tego nie zrobiłem.
To w tym samochodzie wyznaliśmy sobie miłość i pierwszy raz się pocałowaliśmy. Nie był on najlepszym samochodem na świecie, ale wspomnienia w nim zawarte są takie.
- I.. Co teraz ? - spytała.
- Nie mam zielonego pojęcia. - łza spłynęła po moim policzku. Szybko ją wytarłem by jej nie zobaczyła. Miałem szczęście. Wzrok miała odwrócony w przeciwną stronę.
- Boję się. - Odwróciła głowę w moją stronę, a w oczach miała łzy. Przytuliłem ją.
- Ja też się boję. Ale nie martwmy się, wszystko będzie dobrze. Obiecuję. - pocałowałem ją, a Ona odwzajemniła pocałunek.
- Wyjeżdżamy z tego miasta. Jedziemy do Zayn'a. Przenocujemy tam. A później wylatujemy za granicę.
- Ale gdzie ?
- Jeszcze nie wiem. Pomyślimy u Zayn'a jakie miejsce będzie najodpowiedniejsze.
- Kochanie...
- Tak ? - spytałem spoglądając na nią błagająco.
- Ufam Ci.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę mieszkania mojego starego znajomego. Kiedyś pomogłem Zayn'owi, więc teraz on jest mi winny przysługę.
Modliłem się, żeby nie zmienił miejsca zamieszkania. Wtedy było by już po nas. Jechaliśmy do jego mieszkania około dwóch godzin. Ona zasnęła gdy byliśmy już w połowie drogi.
Gdy dotarliśmy wziąłem ją na ręce by nie móc jej budzić. Wyglądała tak słodko jak spała. Zadzwoniłem do drzwi i na moje, nasze szczęście Zayn był w domu.
- To Ty ? - zapytał "przyjaciel". Miałem wrażenie, że mówi to takim tonem jakbym zginął i nagle zmartwychwstał.
- Cześć.
- Kto to ? - spojrzał na Nią.
- Mój świat. - na te słowa Zayn zaśmiał się. Pewnie dlatego, że gdy ostatni raz się z nim spotkałem, a było to około trzech lat temu, powiedziałem, że nigdy się z nikim nie zwiążę.
- A więc... Co się stało, że po trzech latach przychodzisz do mnie ? I to jeszcze ze swoim światem?
- Mamy problem.
- Który polega na?
- Stary, uciekamy przed naszymi rodzicami, którzy nie akceptują naszego związku.
- A co ja mam do tego ?
- Masz u mnie dług. - uśmiechnąłem się do niego, a on zrobił dokładnie to samo.
- No tak. Zapomniałem. To może wejdziecie.
- Z przyjemnością - zaśmiałem się cicho. Po raz pierwszy dzisiaj.
Położyłem Ją na kanapie i poszedłem do kuchni, gdzie już był Zayn. Usiadłem na krześle i przyglądałem mu się jak krząta się po kuchni.
- Chcesz herbatę ?
- Tak.
Zayn wyciągnął dwa kubki włożył tam worki z liśćmi herbacianymi, wlał wodę do czajnika, po czym postawił ją na kuchence i zapalił ją.
Wykonawszy wszystkie czynności usiadł na krześle stojącym naprzeciwko mnie.
- Więc jak mam Wam pomóc ?
- Chcemy tylko zostać tu na jedną noc i skorzystać z komputera.
- To da się załatwić. Chodź, pokarzę Ci Waszą sypialnię. - Wyszliśmy z kuchni i skierowaliśmy się po schodach w górę. Weszliśmy do drugiego pokoju od strony schodów.
- Przytulnie.
- Dzięki, jedno, podwójne łóżko wystarczy ?
- Tak, dzięki. A co z komputerem ?
- Jest na dole.
- Okej. - wyszedłem z pokoju i zeszedłem na dół. Na biurku leżał komputer. Włączyłem go i włączyłem przeglądarkę.
Niestety, żeby zamówić bilety musiałem Ją obudzić. Podszedłem do niej i zacząłem Ją lekko poszturchiwać.
- Ej mała, obudź się. Jesteśmy na miejscu. - Ona rozciągła się i usiadła.
- Gdzie jesteśmy ?
- U Zayn'a. Mam pytanie ?
- Tak ?
- Gdzie byś chciała zamieszkać.
- Ej, właśnie mi się coś przypomniało. Moja ciocia z którą byłam bardzo zżyta mieszka w Polsce. Zadzwonię do niej.
Ona wyszła gdzieś i zadzwoniła do cioci. Rozmawiała z nią około dziesięć minut. Weszła do pokoju rozpromieniona.
- Lecimy do Polski! - uśmiechnęliśmy się do siebie. Zamówiłem bilety na jutro, na godzinę dwunastą. Pokazałem jej naszą "sypialnię" i poszliśmy spać.
Nazajutrz zjedliśmy śniadanie, podziękowaliśmy Zayn'owi za gościnę i pojechaliśmy na lotnisko. Już za dwie i pół godziny będziemy bezpieczni.
Wsiedliśmy do samolotu i momentalnie zasnęliśmy. Śniło mi się, że wszyscy żyjemy w zgodzie. Szkoda, że tylko śniło.
Na szczęście lot minął nam szybko. Tak samo jak droga do Jej cioci - Margaret. Ona wszystko jej wyjaśniła, a ciocia bez problemu nas przyjęła.
Oczywiście obiecała, że Jej rodzicom nic nie powie.
* Dwa miesiące później *
Nasze życie jest o wiele lepsze niż dwa miesiące temu. Przez pierwsze tygodnie mieszkaliśmy z Margaret, ale teraz mamy własne mieszkanie. Znaleźliśmy pracę.
Teraz jestem w domu i czekam na Nią. Wreszcie weszła do mieszkania z uśmiechem na twarzy, Od razu poprawił mi się humor.
- Co Cię tak cieszy ? - spytałem.
- Jak się dowiesz to też będziesz się cieszył.
- No to mów ! - poganiałem ją.
- Będziesz tatą ! - odebrało mi mowę. Byłem teraz najszczęśliwszym facetem na ziemi. Podniosłem Ją, przytuliłem i okręciłem kilka razy.
- Cieszysz się ? - spytała.
- Boże ! I to jeszcze jak. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też Harry. Już nic nam nie stanie na drodze do prawdziwej miłości. - uśmiechnąłem się i zatopiłem w Jej ustach.
- Tak. - odpowiedziała niewzruszona, jakby nie wiedziała co ją czeka.A było wręcz przeciwnie.
Zapaliłem silnik i odjechałem z pod jej domu. Bałem się, cholernie się bałem. Wiedziałem, że ten okres będzie dla nas bardzo trudny.
Modliłem się, żeby nas nikt nie odnalazł. Spojrzałem na nią. Bała się. Nie okazywała tego, ale się bała. Skąd wiem ?
Za długo ją znam i za bardzo ją kocham, żeby nie wiedzieć. Serce waliło mi niemiłosiernie.Ciągle miałem wrażenie, że ktoś nasz śledzi.
- Gdzie jedziemy ? - zapytała po kilku minutach ciszy.
- Sam nie wiem. Muszę pomyśleć.
- To myśl szybciej. Proszę.
- Postaram się. - Spojrzałem w jej piękne zielone oczy. A Ona w moje.
- Kocham Cię. - wymusiłem uśmiech, co było dla mnie trudne w tej chwili. Lecz wiedziałem, że za kilka dni wszystko będzie dobrze.
- Ja Ciebie też.
Włączyłem radio. Z głośników płynęły dźwięki "Wehikułu czasu". Piosenka była idealna na panujący nastrój.Skręciłem w prawo kierując się na ślepą uliczkę.
Wiedziałem, że nikogo tam nie będzie. Często właśnie w tym miejscu spotykałem się z Nią. Wyłączyłem silnik i wyszedłem z samochodu.
Ona zrobiła to samo. Oboje usiedliśmy na masce czarnego BMW. Ten samochód zawsze mogłem zmienić na jakiś lepszy, ale nigdy tego nie zrobiłem.
To w tym samochodzie wyznaliśmy sobie miłość i pierwszy raz się pocałowaliśmy. Nie był on najlepszym samochodem na świecie, ale wspomnienia w nim zawarte są takie.
- I.. Co teraz ? - spytała.
- Nie mam zielonego pojęcia. - łza spłynęła po moim policzku. Szybko ją wytarłem by jej nie zobaczyła. Miałem szczęście. Wzrok miała odwrócony w przeciwną stronę.
- Boję się. - Odwróciła głowę w moją stronę, a w oczach miała łzy. Przytuliłem ją.
- Ja też się boję. Ale nie martwmy się, wszystko będzie dobrze. Obiecuję. - pocałowałem ją, a Ona odwzajemniła pocałunek.
- Wyjeżdżamy z tego miasta. Jedziemy do Zayn'a. Przenocujemy tam. A później wylatujemy za granicę.
- Ale gdzie ?
- Jeszcze nie wiem. Pomyślimy u Zayn'a jakie miejsce będzie najodpowiedniejsze.
- Kochanie...
- Tak ? - spytałem spoglądając na nią błagająco.
- Ufam Ci.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę mieszkania mojego starego znajomego. Kiedyś pomogłem Zayn'owi, więc teraz on jest mi winny przysługę.
Modliłem się, żeby nie zmienił miejsca zamieszkania. Wtedy było by już po nas. Jechaliśmy do jego mieszkania około dwóch godzin. Ona zasnęła gdy byliśmy już w połowie drogi.
Gdy dotarliśmy wziąłem ją na ręce by nie móc jej budzić. Wyglądała tak słodko jak spała. Zadzwoniłem do drzwi i na moje, nasze szczęście Zayn był w domu.
- To Ty ? - zapytał "przyjaciel". Miałem wrażenie, że mówi to takim tonem jakbym zginął i nagle zmartwychwstał.
- Cześć.
- Kto to ? - spojrzał na Nią.
- Mój świat. - na te słowa Zayn zaśmiał się. Pewnie dlatego, że gdy ostatni raz się z nim spotkałem, a było to około trzech lat temu, powiedziałem, że nigdy się z nikim nie zwiążę.
- A więc... Co się stało, że po trzech latach przychodzisz do mnie ? I to jeszcze ze swoim światem?
- Mamy problem.
- Który polega na?
- Stary, uciekamy przed naszymi rodzicami, którzy nie akceptują naszego związku.
- A co ja mam do tego ?
- Masz u mnie dług. - uśmiechnąłem się do niego, a on zrobił dokładnie to samo.
- No tak. Zapomniałem. To może wejdziecie.
- Z przyjemnością - zaśmiałem się cicho. Po raz pierwszy dzisiaj.
Położyłem Ją na kanapie i poszedłem do kuchni, gdzie już był Zayn. Usiadłem na krześle i przyglądałem mu się jak krząta się po kuchni.
- Chcesz herbatę ?
- Tak.
Zayn wyciągnął dwa kubki włożył tam worki z liśćmi herbacianymi, wlał wodę do czajnika, po czym postawił ją na kuchence i zapalił ją.
Wykonawszy wszystkie czynności usiadł na krześle stojącym naprzeciwko mnie.
- Więc jak mam Wam pomóc ?
- Chcemy tylko zostać tu na jedną noc i skorzystać z komputera.
- To da się załatwić. Chodź, pokarzę Ci Waszą sypialnię. - Wyszliśmy z kuchni i skierowaliśmy się po schodach w górę. Weszliśmy do drugiego pokoju od strony schodów.
- Przytulnie.
- Dzięki, jedno, podwójne łóżko wystarczy ?
- Tak, dzięki. A co z komputerem ?
- Jest na dole.
- Okej. - wyszedłem z pokoju i zeszedłem na dół. Na biurku leżał komputer. Włączyłem go i włączyłem przeglądarkę.
Niestety, żeby zamówić bilety musiałem Ją obudzić. Podszedłem do niej i zacząłem Ją lekko poszturchiwać.
- Ej mała, obudź się. Jesteśmy na miejscu. - Ona rozciągła się i usiadła.
- Gdzie jesteśmy ?
- U Zayn'a. Mam pytanie ?
- Tak ?
- Gdzie byś chciała zamieszkać.
- Ej, właśnie mi się coś przypomniało. Moja ciocia z którą byłam bardzo zżyta mieszka w Polsce. Zadzwonię do niej.
Ona wyszła gdzieś i zadzwoniła do cioci. Rozmawiała z nią około dziesięć minut. Weszła do pokoju rozpromieniona.
- Lecimy do Polski! - uśmiechnęliśmy się do siebie. Zamówiłem bilety na jutro, na godzinę dwunastą. Pokazałem jej naszą "sypialnię" i poszliśmy spać.
Nazajutrz zjedliśmy śniadanie, podziękowaliśmy Zayn'owi za gościnę i pojechaliśmy na lotnisko. Już za dwie i pół godziny będziemy bezpieczni.
Wsiedliśmy do samolotu i momentalnie zasnęliśmy. Śniło mi się, że wszyscy żyjemy w zgodzie. Szkoda, że tylko śniło.
Na szczęście lot minął nam szybko. Tak samo jak droga do Jej cioci - Margaret. Ona wszystko jej wyjaśniła, a ciocia bez problemu nas przyjęła.
Oczywiście obiecała, że Jej rodzicom nic nie powie.
* Dwa miesiące później *
Nasze życie jest o wiele lepsze niż dwa miesiące temu. Przez pierwsze tygodnie mieszkaliśmy z Margaret, ale teraz mamy własne mieszkanie. Znaleźliśmy pracę.
Teraz jestem w domu i czekam na Nią. Wreszcie weszła do mieszkania z uśmiechem na twarzy, Od razu poprawił mi się humor.
- Co Cię tak cieszy ? - spytałem.
- Jak się dowiesz to też będziesz się cieszył.
- No to mów ! - poganiałem ją.
- Będziesz tatą ! - odebrało mi mowę. Byłem teraz najszczęśliwszym facetem na ziemi. Podniosłem Ją, przytuliłem i okręciłem kilka razy.
- Cieszysz się ? - spytała.
- Boże ! I to jeszcze jak. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też Harry. Już nic nam nie stanie na drodze do prawdziwej miłości. - uśmiechnąłem się i zatopiłem w Jej ustach.
piątek, 19 października 2012
Imagin 1
"Nienawidzę Cię! Rozumiesz?! Nienawidzę! Masz chociaż jakieś wytłumaczenie na to co zrobiłeś?! - Chłopak nie odezwał się tylko spuścił wzrok. - Tak myślałam. Koniec z nami. Z dziećmi nie będziesz miał żadnych kontaktów. Obiecuję! - W tym momencie ukochany spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach. - Co?! Z jakimi dziećmi. Przecież my mamy tylko Katy! Czy... Ty... Czy ty jesteś w...? - Tak jestem w ciąży. Byłam dziś u lekarza, ponieważ źle się poczułam. Miałam Ci powiedzieć jak wrócę, ale ujrzałam nieco niemiły widok, jak miziasz się z tą całą Perrie. Jeżeli wolałeś ją mogłeś mi to od razu powiedzieć, a nie najpierw robić dwójkę dzieci, a potem zdradzać. Z resztą nie ważne. Idę się spakować. - Szybko pobiegłam do naszej byłej już sypialni. Wyciągnęłam walizkę i zaczęłam się pakować. Zayn stał w przejściu i założonymi rękoma gapił się na mnie. Nie robił nic by mnie powstrzymać. To zabolało. Gdy zapięłam spakowaną już walizkę usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. A ten idiota tak bezczelnie wyszedł z pokoju. Wzięłam walizkę i poszłam do pokoju córeczki. Spakowałam ją, ubrałam, po czym sama ubrałam płaszcz i buty. Wyszłam z naszego, jeszcze chwilę temu, wspólnego domu i zadzwoniłam po taksówkę, która po chwili przyjechała. Podałam mu adres mojego starego mieszkania, do którego ma mnie zawieść. Po drodze myślałam, co by było, gdybym przyszła później. Pewnie leżeliby nadzy na naszej kanapie, pod naszym kocem. Myśląc o tym łza spłynęła po moim policzku. Szybko wyrzuciłam tę myśl z głowy. Po kilku minutach byliśmy pod 5-piętrowym blokiem. Podziękowałam taksówkarzowi, zapłaciłam mu i razem z 6-latką wjechałam windą na ostatnie piętro. Weszłyśmy do mieszkania. Rozebrałam Katy i położyłam ją spać, po czym sama zalana łzami zrobiłam to samo. Kolejne dni mijały mi tak samo: płacz, romansidła, obiad, zabawa z córką, sen, płacz, romansidła, obiad, zabawa z córką, sen itd. Pewnego dnia stara znajoma dowiedziała się, że rozstałam się z Malikem, więc wyciągnęła mnie na imprezę. Zamówiłam opiekunkę dla małej i postanowiłam zaszaleć. Nie powinnam tego robić, bo jestem w ciąży, ale dzięki temu zapominałam o problemach. Do domu wróciłam skacowana. Kolejna ostra impreza miała miejsce dwa dni potem. Na tej zaszalałam trochę bardziej. Więcej wypiłam, ale też coś wypaliłam i wciągnęłam. Na takie imprezy chodziłam co dwa dni, przez 2 tygodnie, Katy zostawiając pod opieką opiekunki. Ostatniej imprezy doszło do wizyty w szpitalu i płukaniu żołądka. Przez to straciłam też dziecko. Nie przejmowałam się tym i chodziłam na kolejne imprezy. Opiekunka zdenerwowała się bo brakowało mi pieniędzy i jej nie płaciłam. Zadzwoniła na policję i do Opieki Społecznej. Zabrali mi kolejne dziecko. Wtedy się załamałam, choć nie zrezygnowałam z alkoholu i narkotyków. Po 3 miesiącach od rozstania miałam niespodziewanego gościa. Był nim Zayn. Miał do mnie pretensje o to wszystko co zrobiłam. Ja nie chciałam go słuchać. Więc rozbiłam pustą butelkę po wódce i odłamkiem szkła na jego oczach zaczęłam się ciąć. On powstrzymywał mnie, lecz ja nie dałam za wygraną i skoczyłam z piątego piętra. On nie umiał w to uwierzyć i zrobił to samo co ja. Już do końca żyliśmy razem w kłótniach."
Obudziłam się zlana potem. Przez to obudziłam też Zayn'a. Zaczęłam płakać. On tylko mnie przytulił i zaczął uspokajać, mówiąc, że to tylko zły sen. Poszłam do pokoju Katy, sprawdzić czy wszystko O.K. Wróciłam do sypialni i zasypiałam przy Zayn'ie czując jego dłoń na moim zaokrąglonym brzuchu.
Obudziłam się zlana potem. Przez to obudziłam też Zayn'a. Zaczęłam płakać. On tylko mnie przytulił i zaczął uspokajać, mówiąc, że to tylko zły sen. Poszłam do pokoju Katy, sprawdzić czy wszystko O.K. Wróciłam do sypialni i zasypiałam przy Zayn'ie czując jego dłoń na moim zaokrąglonym brzuchu.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Wstęp
Heeeej!!!
Więc... będę prowadzić bloga z opowiadaniami i imagine z One Direction!!
Za jakiekolwiek błędy od razu przepraszam. Bohaterów i prolog postaram dać się dziś. Jak nie dam rady to na pewno będzie jutro.
Pozdroo// Nicky
Więc... będę prowadzić bloga z opowiadaniami i imagine z One Direction!!
Za jakiekolwiek błędy od razu przepraszam. Bohaterów i prolog postaram dać się dziś. Jak nie dam rady to na pewno będzie jutro.
Pozdroo// Nicky
Subskrybuj:
Posty (Atom)