sobota, 2 marca 2013

Imagin 11

Part II imagina o Hazzie.
Part I *klik*


* 2 lata później *
Razem z Darcy i Fabianem poszłam na spacer. Gdy dwa lata temu Harry mnie zostawił byłam w trzecim tygodniu drugiej ciąży. Teraz Darcy ma dwa i pół roku, a Fabian nie całe półtora. Harry nadal nie dawał znaku życia. Mimo to nie poddawałam się. Czekałam na niego. Dzisiaj mija rocznica naszego związku. To już pięć lat. Darcy podbiegła do fontanny, która stała na środku placu, a Fabian spał. Ja usiadłam na ławce i zaczęłam czytać książkę, co jakiś czas spoglądając na Darcy, czy nic jej nie jest. Po około trzydziestu minutach z wózka dobiegł mnie płacz. Wzięłam małego na ręce i dałam mu soczek. Synek od razu się uspokoił. Gdy wygodnie usiadłam zorientowałam się, że przygląda mi się jakiś mężczyzna, który usiadł obok. Nie mogłam w to uwierzyć. W mich oczach pojawiły się łzy. Obok mnie siedział właśnie Harry. W jego oczach także można było dostrzec łzy. Siedzieliśmy tak w ciszy patrząc na siebie. W końcu nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem. Ukochany zbliżył się do mnie, pocałował w czoło i przytulił. Siedzieliśmy tak przez około dziesięć minut. Z moich oczu nadal kapały łzy. Po chwili podbiegła do nas Darcy. Patrzyła na nas pytająco.
- Mamo. Kim jest ten pan? - spytała córeczka. Harry odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie. Ja pokiwałam głową na znak "tak". Chłopak zszedł z ławki i uklęknął przed małą.
- Cześć. Ja jestem Harry. Jestem twoim tatą. - mimowolnie uśmiechnęłam się. Mała zrobiła to samo i przytuliła się do chłopaka. Wyszliśmy z parku jako szczęśliwa rodzina.

* 3 lata później *

- Czy ty Harry Styles, bierzesz sobie tę o to Katy za żonę?
- Tak.
- Czy ty Katy Johnson, bierzesz sobie tego o to Harrego za męża?
- Tak.
- Harry, możesz pocałować pannę młodą.
Chłopak chwycił w dłoń mój podbródek i delikatnie musnął moje wargi swoimi. Wszyscy zgromadzeni zaczęli klaskać, a my uśmiechaliśmy w przerwach na pocałunki. Po upływie godziny znaleźliśmy się na sali. Pierwszy taniec zatańczyliśmy w czwórkę. Ja, Harry, Darcy i Fabian. Dzieci niestety po chwili zrezygnowały i pobiegły do Anne, więc mogliśmy zatańczyć tylko we dwoje. Patrzyliśmy sobie w oczy. Czułam, że już na zawsze będziemy razem. Kochając się. Chłopak przybliżył swoją twarz do mojej.
- Kocham Cię. - szepnął. - Już na zawsze będziemy razem. - dodał.
- Ja też Cię kocham. - powiedziałam i musnęłam jego wargi swoimi.

środa, 30 stycznia 2013

Imagin 10

Piątek, godzina dziewiąta trzydzieści siedem.
Mój słodki sen przerywa głośne pukanie do drzwi. Już otworzyłam usta by krzyknąć "Mamo! Otwórz!", ale przypomniałam sobie, że tydzień temu przeprowadziłam się. Przez ten tydzień nikt nie składał mi wizyty, więc byłam ciekawa, kto to może być. Wydobyłam z siebie głośne " Już idę! ", ponieważ pukanie nasiliło się. Założyłam na siebie szlafrok, a na stopy wsunęłam mięciutkie kapce w kształcie różowych świnek. Uwielbiałam je. Wyszłam z pokoju, zeszłam na dół po schodach i skierowałam się w stronę drzwi przeczesując palcami długie, czarne włosy. Gdy już doszłam do wyjścia przekręciłam dwa razy klucz w lewą stronę i pociągnęłam za klamkę. Po drugiej stronie nikogo nie było. Zdenerwowałam się, ponieważ ktoś mnie budzi, a później ucieka. Już chciałam zamykać drzwi, gdy z każdej strony wyskoczyło pięciu idiotów. Ja zaczęłam piszczeć, trzymając się za serce, które prawie wyskoczyło z klatki piersiowej. Na czele całej bandy głupków stał nie kto inny jak sam Harry Styles. Harry jest moim starszym bratem. Są tego plusy i minusy. Kocham go, ale czasem mam ochotę go zabić. Na przykład w tym momencie.
- Witaj siostrzyczko. Jak ci się mieszka samej ? - spytał mnie i posłał jeden z tych jego uroczych uśmiechów, jak gdyby nigdy nic.
- Nienawidzę cię. Wiesz o tym ? - ja również posłałam mu swój uroczy uśmiech, bym po chwili mogła zabijać go wzrokiem.
- Ej, nie złość się. Złość piękności szkodzi złotko. - powiedział i wszedł do środka.
- Proszę, wejdź. - powiedziałam z ironią. - Chłopaki, wchodźcie. - zaprosiłam ich do środka. Chłopcy usiedli na kanapie, a ja zamknęłam drzwi.
- Dlaczego Harry nie jest taki jak ty ? - spytał mnie błagająco Malik.
- Bo jak był mały uderzył się w głowę. Idiotyzm mu został do tego czasu.- zaśmiałam się, a chłopcy zrobili to co ja. Tylko nie Harry, który posłał mi wrogie spojrzenie.
- Braciszku nie złość się. Złość piękności szkodzi.
- Bardzo śmieszne. - odpowiedział obrażony Loczek.
- Dla mnie bardzo. Chłopaki macie ochotę na naleśniki ? - zwróciłam się do tej w miarę normalniejszej części zespołu.
- Jasne. - odpowiedział momentalnie Horan.
- Okej. Liam pomógł byś mi ? - spojrzałam na niego, a on widocznie się speszył. Zdziwiło mnie to. Od jakiegoś czasu tak się zachowuję. W sumie, to od zerwania z Danielle. Gdy się rozstali pocieszałam go. Muszę się nad tym zastanowić.
- Jasne. - poszliśmy do kuchni. przygotowałam szybko tyle ciasta, by wystarczyło na naszą szóstkę i wyciągnęłam patelnię z szafki. Li stał tylko i przyglądał się moim ruchom. Bałam się trochę, że w końcu się o coś potknę i przewrócę na jego oczach. Gdy tylko o tym pomyślałam, zarumieniłam się. W końcu popatrzyłam na niego. On już nie patrzył na mnie tylko na czubki swoim stóp.
- Liam co się dzieje ? - wypaliłam w końcu.
- A dlaczego pytasz ? - spytał trochę podenerwowany.
- Jak to dlaczego? Od twojego rozstania z Danielle zachowujesz się jakoś dziwnie w mojej obecności. Jak do ciebie mówię, to odpowiadasz zdenerwowany. O co ci chodzi ?
- Nie wiem, czy mogę ci powiedzieć. - chłopak znów był lekko zdenerwowany, ale nie patrzył na mnie.
- Pewnie, że możesz. Jesteśmy przyjaciółmi.
- No właśnie. Przyjaciółmi! I właśnie w tym jest problem. - Chłopak popatrzył na mnie z wyrzutem, lecz po chwili zamiast tego można było zobaczyć w jego oczach smutek i niezadowolenie.
- Nie rozumiem. - Brunet spojrzał mi w oczy, zbliżył się do mnie i chwycił za ręce.
- [T.I.]. Ja Cię kocham. - Gdy Liam wypowiedział te słowa nie wiedziałam co powiedzieć. Zatkało mnie. Gdy chłopak to zauważył posmutniał. Puścił moje dłonie i chciał wyjść z kuchni, lecz go zatrzymałam.
- Gdzie idziesz?
- Jak najdalej stąd. Nie mogę patrzeć na osobę, którą kocham bez wzajemności.
- Ale kto powiedział, że bez wzajemności. - uśmiechnęłam się, a brunet zrobił to samo. Przybliżyłam swoją twarz do jego i musnęłam jego wargi swoimi. Zrobiliśmy jeszcze chłopakom naleśniki i wyszliśmy z kuchni już jako para.

piątek, 28 grudnia 2012

Imagin 9

Włóczyłam się bezcelowo po ulicach Londynu z walizką u boku. Mimo iż był środek zimy, a za kilka dni były święta nie chciałam wrócić do domu, w którym mieszkałam z moim chłopakiem. Teraz już byłym. Weszłam do pierwszej lepszej kafejki i zamówiłam gorącom czekoladę. Zapłaciłam i dalej zwiedzałam miasto, które nocą wygląda naprawdę nieziemsko. Po kilkugodzinnej wycieczce postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, którą chciałabym teraz widzieć. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon komórkowy i szybko wystukałam na klawiaturze jedenaście cyfr, których ciąg znałam już na pamięć. Wcisnęłam zieloną słuchawkę po czym przyłożyłam komórkę do ucha. Po około czterech sygnałach usłyszałam znajomy, zaspany głos.
- Halo?!
- Ymm... Cześć. Przepraszam, że dzwonię do ciebie w środku nocy. Mam problem, mogę u Ciebie zanocować?
- Rachel. Przyjeżdżaj jak najszybciej. Wiesz, że moje drzwi są dla ciebie otwarte o każdej porze.
- Wiem. Zaraz u ciebie będę. Dziękuję. Naprawdę ci dziękuję.
- Nie ma sprawy. Czekam na ciebie. Pa.
Nim się obejrzałam  chłopak rozłączył się, a ja z powrotem schowałam komórkę na swoje miejsce i ruszyłam w stronę jego domu. Mijałam inne, pięknie oświetlone mieszkania, park i różnego rodzaju sklepy i supermarkety. Po około piętnastu minutach dotarłam do mieszkania najlepszego przyjaciela. Weszłam na plac i podeszłam do drzwi, do których zapukałam. Mulat otworzył mi drzwi momentalnie, tak, jakby przez cały ten czas przy nich stał. Weszłam do środka, zamknęłam zza sobą drzwi i pierwsze co zrobiłam to wpadłam mu w ramiona i zaczęłam płakać. Chłopak przytulił mnie i próbował uspokoić, głaskając po głowie. Wziął mnie na ręce, posadził na kanapie i przykrył kocem. Wyszedł na chwilę do kuchni, by po chwili wrócić z dwoma kubkami kakao, paczką chusteczek i psem u boku, który jak mnie zobaczył podbiegł do mnie i wskoczył mi na kolana. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Chłopak usiadł obok mnie podając mi kubek z gorącym napojem, w drugiej ręce trzymając swój. Spojrzał na mnie z niepokojem w oczach.
- Co tym razem zrobił?!
Nie odpowiedziałam. Zamiast tego odwróciłam wzrok. Mimo to nadal czułam na sobie jego spojrzenie. Westchnęłam głośno, po czym zatopiłam usta w gorącym napoju.
- Rachel, odpowiesz mi?
Ponownie spojrzałam na chłopaka. Jego czarne włosy ułożyły się w artystyczny nieład. A raczej on chciał je ułożyć, a one uciekały, każdy w inną stronę. W brązowych tęczówkach można było zobaczyć strach, niepokój, złość, niezadowolenie i rozczarowanie. Siedział przede mną w bokserkach z kubkiem kakao w dłoniach.
- A jak myślisz?! - prychnęłam z ironią w głosie. - Ten idiota znowu się upił, zrobił mi awanturę, a tym razem dodał jeszcze małe co nie co.
Pokazałam mu rany na rękach i odciśniętą dłoń na policzku. Zauważyłam ja próbuje zetrzeć przede mną spływającą łzę na jego policzku. Na marne, ponieważ już ją zobaczyłam. Gdy widziałam tak wzruszonego Malika rozpłakałam się na dobre.
- Boże, Rachel. Pamiętaj, ja zawsze ci pomogę. Zamieszkasz z nami i wszystko się ułoży. Obiecuję. On nie jest ciebie wart.
Brunet zabrał mi kubek z napojem i odłożył oby dwa na stół i przytulił mnie. Ja nawet nie próbowałam powstrzymać łez.
- Dziękuję. Dziękuję, że jesteś. Gdyby nie ty, to nie wiem czy bym sobie poradziła. Czy dałabym radę. Ale czy Perrie nie będzie zła?
- Ja... Ja rozstałem się z Perrie.
- Przykro mi.
- Nie potrzebnie. Dzięki temu zrozumiałem co tak na prawdę czuję. Rachel, ja wiem, że to za wcześnie, ale ja cię kocham.
Z jego twarzy się schodził uśmiech.
- O rany, powiedziałem to.
po tych słowach nie wiedziałam co powiedzieć. Zayn zauważając to - posmutniał.
- Rachel, przepraszam. Nie powinienem tego mów...
Przerwałam mu pocałunkiem.
- Taka odpowiedź cię zadowala?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.

sobota, 1 grudnia 2012

Imagin 8

Piosenka : < klik >


Sobota, 1 Grudnia 2012 roku, godzina czternasta zero sześć.

Pierwszy dzień grudnia. Już niedługo przygotowania do świąt. Co rusz na wystawach sklepowych widziałem świąteczne dekoracje. Idę spokojnie ulicami Londynu. Mimo wczesnej pory jestem zmęczony i głodny. Chcę wejść do domu i iść spać. Chłopaki pewnie już na mnie czekają. A ja najpierw jak zwykle idę do swojego świata. Schodzę do podziemi. Przedzieram się przez tłum, by tylko dostać się w to upragnione miejsce. Jak co dzień przepycham się przez tych ludzi, którzy śpieszą się do domu, czy do pracy. Ale ja mam to gdzieś i zdenerwowany popycham każdą osobę, która staje mi na drodze. W końcu docieram do miejsca, do którego chciałem dotrzeć. Ona stoi tutaj jak każdego dnia. Jej zielone tęczówki wyszukują kogoś spośród tego tłumu, który prze głusza każdy dźwięk, który wydobywa poprzez brzdąkania na gitarze. Podchodzę bliżej, by usłyszeć co gra tym razem. Ciągle na nią patrzę, a ona ciągle kogoś wyszukuje. Zatrzymuję się i przysłuchuję jej graniu.
" Hall of fame ."
 Mimowolnie uśmiechnąłem się. nie wiem dlaczego, ale te trzy słowa w mojej głowie, wywarły na mnie ogromne wrażenia. A ona z dnia na dzień coraz bardziej mnie intrygowała. Zamknąłem oczy, by wyobrazić sobie w głowie teledysk do tej piosenki. Gdy otworzyłem je z powrotem poczułem na sobie czyiś wzrok. Spojrzałem znowu na " Dziewczynę z gitarą ", bo tak ją nazywałem. Ona również na mnie patrzała i się uśmiechała, więc ja postanowiłem zrobić to samo. Wpatrywaliśmy się w siebie przez dłuższą chwilę. Podziemie było już prawie puste, a ona nadal grała tę samą piosenkę. Dziewczyna nagle odwróciła wzrok. Przestała grać i wyciąga dzisiaj zarobione pieniądze z futerału na gitarę i wkłada tam instrument. Pieniądze chowa do kieszeni kurtki, a futerał zapina. Swoje długie blond włosy próbuje schować pod kapturem, ale one pozostają nieposłuszne i wypadają po za nakrycie głowy. Bierze do ręki swoją gitarę i powoli idzie w stronę wyjścia z podziemi, zostawiając mnie tutaj samego.Odprowadzam ją nadal zdziwionym wzrokiem, a gdy znika mi z przed oczu zorientowałem się, że za długo zwlekałem, by zaprosić ją na spotkanie. Wybiegłem na ulicę i wzrokiem jej szukałem. Gdy wreszcie ją ujrzałem podbiegłem bliżej. Starałem się być niezauważony. Szedłem za nią cały czas. W końcu zauważyłem, że skręcamy w stronę osiedla z domkami jednorodzinnymi.
" Z pewnością gdzieś tutaj mieszka. "
Miałem nadzieję, że to o czym pomyślałem przed chwilą nie jest kłamstwem. Szliśmy jeszcze przez jakiś czas. Na szczęście ona nadal nie zorientowała się, że za nią idę.
" Nareszcie. "
" Dziewczyna z gitarą " wchodziła na ogródek jednego z domków. Wziąłem głęboki wdech i dosyć głośno wypuściłem powietrze z płuc. Pobiegłem do blondynki, która już chciała chwytać klamkę w dłoń, gdy pociągnąłem ją w swoją stronę za drugą. Ona wpadła wprost w moje ramiona o mało nie przewracając nas oboje. Ja jakoś odzyskałem równowagę i uśmiechnąłem się, a ona wciąż patrzała na mnie ze zdziwieniem w swoich zielonych oczach. Jedną dłonią chwyciłem jej podbródek, a drugą zatopiłem w jej blond włosach. Po chwili patrzenia sobie w oczy zbliżyłem się do niej i wpiłem swoje usta w jej. Ona odwzajemniła pocałunek uśmiechając się.

~*~

Imagin polega na tym, że same sobie wybieracie o kim on jest :)

piątek, 30 listopada 2012

Imagin 6

Tego imagina dedykuję przyjaciółce Patrycji ;*

~*~

- Między nami koniec. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy z nową dziewczyną i, że będziesz jej wierny. Idę się spakować. Jutro wrócę po resztę swoich rzeczy. - mimo, że mój ukochany właśnie przyznał się do zdrady, byłam spokojniejsza niż zwykle. Mój były już chłopak siedział załamany w salonie, a ja poszłam do sypialni. Spod łóżka wyciągnęłam walizkę i położyłam ją na wcześniej wspomnianym meblu. Otworzyłam walizkę i szafę, z której zaczęłam po kolei wyciągać ubrania i chowałam je. Gdy już to zrobiłam zamknęłam walizkę i zeszłam z nią na dół. Chłopak siedział wciąż w tym samym miejscu i przyglądał się każdemu kolejnemu ruchowi. W jego oczach można było zobaczyć kilka uczyć. Smutek. Złość. Przeprosiny. Nienawiść. Oprócz tego, z jego brązowych tęczówek wylewały się pojedyncze łzy. Było mi go szkoda, ale nie mogłam mu teraz wybaczyć. Potrzebuję czasu. Ostatni raz spojrzałam na bruneta, ubrałam płaszcz i buty i wyszłam z domu. Wyciągnęłam z kieszeni spodni komórkę i zadzwoniłam po taksówkę, która po chwili stała obok mnie. Do bagażnika schowałam walizkę i wsiadłam do samochodu. Gdy ostatni raz spoglądałam na dom w oknie zauważyłam postać chłopaka. Płakał. Kiedy ujrzałam ten widok mi również zachciało się płakać. Z oczu spłynęło kilka łez. Mimo to, nie chciałam mieć z nim już nic wspólnego. Schrzanił sprawę, choć mówił, że mnie kocha. A ja głupia mu wierzyłam.
* 2 lata później *
- Katy! Chodź do mamy! Wujek Liam i ciocia Danielle przyszli do Ciebie! - krzyknęłam, a zza rogu wybiegła mała dziewczynka. Katy urodziła się osiem miesięcy po moim zerwaniu z Zayn'em. Przypominała go całą osobą. Mała mulatka o brązowych oczach i ciemnych włosach lubiąca przeglądać się w lustrach. Mała gdy zobaczyła gości, od razu pobiegła w ich stronę i pierwsze co zrobiła to przytuliła się do Dan. Katy ją uwielbiała. Danielle tańczyła razem z małą, ona zawsze powtarza, że będzie jak ciocia. Dan wzięła małą na ręce, a ta ją wyściskała. Uśmiechnęłam się widząc ten widok.
- Dobra, teraz kolej na zazdrosnego wujka - Liam spojrzał na Katy. Mała pokiwała tylko przecząco główką, a Payne zaczął udawać, że płacze. Katy gdy go zobaczyła wyciągnęła do niego rączki, a on zadowolony wziął ją na ręce i pobiegł do salonu. Razem z Danielle poszłyśmy tam, a widząc to co się tam działo zaczęłyśmy się śmiać. Katy trzymała w rączkach łyżki i biegała za Liam'em, który przed nią uciekał. Widząc przerażoną minę Liam'a nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Zaczęłam gonić córeczkę po pokoju. Gdy ją złapałam i zabrałam jej łyżki Liam mnie przytulił i zaczął dziękować. Dan gdy to zobaczyła " kaszlnęła " . Liam odsunął się ode mnie i wyszedł do przedpokoju.
- Dobra, przejdźmy do setna sprawy. Przyszliśmy tu z dwoma sprawami. Pierwsza to... - Payne wszedł z powrotem do salonu, a zza pleców wyciągnął lalkę i podał ją małej, która zaczęła klaskać w dłonie. - Druga to zaproszenie Was na nasz ślub. - Dan i Li zrobili poważne miny.
- Ale przecież tam będzie Zayn. - prawie krzyknęłam.
- Wiemy, ale bardzo chcemy, żebyście się tam pojawiły.- mówiąc to spojrzała na bawiącą się nową zabawką Katy.
- No dobrze, ale zrobię to tylko i wyłącznie dla Was. - uśmiechnęłam się, a para zrobiła to samo i mnie przytuliła.
- Dobra, koniec tych czułości. My musimy lecieć rozdać resztę zaproszeń. - Dan wstała i pociągnęła za sobą Liam'a. Ja odprowadziłam ich do drzwi i razem z córką pożegnałyśmy gości.
* dzień ślubu *
- Mamo! Sybko. Auto jus psyjechało! - mała wbiegła do łazienki jak poparzona. Ja skończyłam się malować i wzięłam ją na ręce.
- Już idziemy. Mama ubierze buciki i idziemy. - postawiłam Katy na ziemię i włożyłam buty i płaszcz. Z powrotem wzięłam ją na ręce i wyszłam z domu. Zamknęłam go na klucz i wsiadłam do czekającej już taksówki. Podałam młodemu chłopakowi adres kościoła i ruszyliśmy. Droga przebiegła szybko. Mała była strasznie podekscytowana, a ja bałam się zobaczyć Zayn'a. Myślałam jak to będzie. Czy się zorientuje? Z zamyślenia ocknęła mnie córka, która szturchała mnie wołając, że jesteśmy na miejscu. Zapłaciłam taksówkarzowi i wyszłam z samochodu. Weszłam do kościoła i zajęłam miejsce z samego tyłu. Katy była trochę niezadowolona, ale po chwili się uspokoiła. Przez jakąś część mszy wypatrywałam wzrokiem Malika. Gdy już go znalazłam ciągle na niego patrzałam. W ciągu tych dwóch lat trochę się zmienił. Mała była spokojna przez mszę. Wgapiła się w Danielle jak ja w Zayn'a. Na koniec mszy zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i pojechaliśmy na wesele. Na sali wypiliśmy szampana, młoda para zatańczyła swój pierwszy taniec, a potem Danielle porwała mi córkę, a a jej męża. Tańcząc miałam nadzieję, że Zayn mnie nie zobaczy, ponieważ na parkiecie było jeszcze kilka par, a jeżeli już to mnie nie pozna. Po skończonym tańcu z Liam'em przyszła pora na Katy. Wzięłam ją na ręce i szalałyśmy na parkiecie. Po chwili dołączyła do nas El i Dan i tańczyłyśmy w kółeczku. Potem doszedł do nas Liam, ale zamiast tańczyć z nami wziął Katy i poszedł tańczyć z nią sam. Ja przeprosiłam dziewczyny i poszłam usiąść na swoje miejsce i się czegoś napić. Po kilkunastu minutach kapela zrobiła sobie przerwę więc Katy pobiegła do mnie, by się czegoś napić. Porozmawiałyśmy chwilę i w pewnym momencie poczułam jak ktoś za mną siada.Odwróciłam się i niemal spadłam z krzesła. Przede mną siedział nie kto inny jak sam Zayn Malik. On widząc moją reakcję trochę się speszył, ale próbował to ukryć pod uśmiechem. Ja odwróciłam się z powrotem i wzięłam córeczkę na kolana. Ona usiadła na nich i wyciągnęła rączki po leżącego na stole banana. Chciałam jej go podać, ale Mulat mnie wyręczył. Mała spojrzała na niego wyszeptała ciche " Dziękuję ", a on uśmiechnął się.
- Patricia. Proszę, porozmawiaj ze mną. - Obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy. Można było w nich dostrzec smutek.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Starałam się mówić obojętnie i nie okazywać skruchy, ale przy nim nie umiałam udawać. Z trudnością mi się to udało.
- Właśnie, że mamy. Dobrze wiesz, że nie zrobiłem tego świadomie. Kocham Cię.
- Zayn, zdradziłeś mnie. I jeszcze się do tego przyznałeś. Wiesz jak ja się poczułam? - W moich oczach było już pełno łez, a jedna z nich spłynęła mi po policzku.
- Wiem, że źle zrobiłem. Żałuję tego. Gdybym mógł cofnąć czas zrobiłbym to. Uwierz mi. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. - Chłopak chwycił mnie za rękę i złożył na moich ustach nieśmiały pocałunek. Katy gdy to zobaczyła uderzyła Malika. Uśmiechnęłam się, a on zrobił to samo. Po chwili zorientował się, że coś jest nie tak i poczułam na sobie jego pytający wzrok.
- Czy to... - chłopak nie wiedział jak to powiedzieć, a ja pokiwałam potwierdzającą głową.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ?
- Bo nie chciałam tego mówić. Nie chciałam zawracać Ci głowy.
- Ale czym ? Przecież wiedziałaś, że chcę mieć dziecko. Wiedziałaś, że chcę mieć je z Tobą.
Na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
- Mamo kim jest ten pan ? - Córeczka szepnęła mi na ucho, ale wystarczająco głośno by jej ojciec to usłyszał.
- Cześć. Jestem Zayn i jestem Twoim tatą. - Mulat uśmiechnął się, a mała zrobiła to samo i przytuliła się do chłopaka.

czwartek, 1 listopada 2012

Imagin 5

" Ty. Ja. Park. Fontanna. Dziesięć minut. "
Nie ma co, miły to on jest bardzo. Rozczesałam moje długie, blond włosy i spięłam je w wysokiego koka. Ubrałam kozaki, płaszcz, szalik i zamiast czapki nauszniki, by nie zniszczyć zrobionej chwilę temu fryzury. Wyszłam z domu i zamknęłam go. Ruszyłam w stronę parku, do którego miałam bardzo blisko. Po około pięciu minutach byłam na miejscu. Brunet czekał już na mnie. Siedział na naszej ławce. To zawsze tutaj się spotykaliśmy, gdy musieliśmy coś sobie powiedzieć. Lou był moim przyjacielem od dzieciństwa. Teraz on ma dwadzieścia jeden lat, a ja dziewiętnaście. Ale dwa lata temu coś się wydarzyło. Zakochałam się w nim. Nigdy mu tego nie powiedziałam bo bałam się niszczyć naszą piętnastoletnią przyjaźń. Zawsze gdy go widzę moje serce zaczyna bić mocniej. Tym razem też tak było. Podeszłam do ławki i na niej usiadłam. Brunet spojrzał na mnie.
- To co się stało ?- Uśmiechnęła się.  Dopiero teraz zauważyłam jego czerwone oczy. Spoważniałam. - Dlaczego płakałeś ? Lou co się stało ?
- Zerwała ze mną. - No tak, zapomniałam dodać, że Lou jest, a raczej był z Eleanor. Szczerze jej nienawidziłam. Ale teraz mogłabym ją zamordować.
- Co ? Ale jak to ? Dlaczego ?
- No domyśl się! Nie chciałem jej kupić jakiejś torebki. Powiedziałem jej, że jest za droga. A ta się oburzyła i poszła. Więc ja też poszedłem do domu. Wchodzę do środka i dostaję SMS 'a : "Sorry, ale to koniec. Nigdy Cię nie kochałam. Eleanor." Jaki ja byłem głupi. Dlaczego Was nie posłuchałem ?
- Nie martw się. Ona nie była ciebie warta. Znajdziesz inną, lepszą. Obiecuję.
- A wiesz co jest najlepsze ? - spytał, patrząc na mnie i ocierając łzy. - Że dzięki niej zrozumiałem kogo tak naprawdę kocham.- Chłopak uśmiechnął się, a ja posmutniałam.
- To zadzwoń do niej. Teraz, przy mnie. Chcę wiedzieć kto jest tą szczęściarą. - powiedziałam wymuszając uśmiech. - No już. - poganiałam go.
- Masz rację. - wyciągnął telefon z kieszeni spodni i wybrał jakiś numer. Znał go na pamięć. Wpisał go szybko. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył komórkę do ucha. Uśmiech ani na chwilę nie schodził z jego twarzy. W mojej kieszeni coś zaczęło wibrować. Wyciągnęłam z niej komórkę i popatrzałam na wyświetlacz. Na ekranie widniał napis " Lou dzwoni " Uśmiechnęłam się i odebrałam.
- Halo ? - spytałam.
- Nicky to ty ?
- Tak to ja. Lou czego chcesz ? - spytałam śmiejąc się.
- Muszę co coś powiedzieć.
- Słucham.
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też. - powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. On popatrzył na mnie zdziwiony.
- Na prawdę ? - spytał niedowierzając.
- Tak. Kocham cię już od dwóch lat, ale bałam się powiedzieć, bo byłeś z El i nie chciałam niszczyć naszej przyjaźni.
- Ej, to już nie ma znaczenia. Kocham cię, ty kochasz mnie. Wszystko nareszcie odnalazło sens.
- Masz rację. Masz ochotę na ciepłe kakao ?
- Zawsze.- Lou chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę mojego domu. Byliśmy w środku momentalnie. Rozebraliśmy się i poszliśmy do kuchni. Louis pomógł mi zrobić gorąc napój. Gdy był już gotowy dodałam jeszcze pianki, bitą śmietanę i rozkruszyłam na nią czekoladą. Dodałam jeszcze czekoladowe rurki. Poszliśmy do salonu i delektowaliśmy się napojem, ciągle patrząc sobie w oczy. Nigdy nie sądziłam, że moje marzenie się spełni. Gdy wypiliśmy swoje kakao położyliśmy się, otuleni w koc i przytuleni do siebie.
- Kocham cię Nicky.
- Ja ciebie też Louis.
- Wiesz, że musimy wszystkim powiedzieć prawdę.
- Wiem. Najgorzej będzie z fanami. Myślisz, że mnie polubią ?
- No jasne. Kocham cię ! - uśmiechnął się i wpił w moje usta. Przytuliliśmy się do siebie i zasnęliśmy.

niedziela, 28 października 2012

Imagin 4


 Part I

 Piosenka


- Harry, obudź się.
- Po co?
- Mała płacze. Idź do niej.
- Ale dlaczego ja ?
- Bo to zawsze ja do niej chodziłam. - chłopak westchnął cicho i wytarmosił się z łóżka. Wyszedł z pokoju i skierował się do pokoju naszej córeczki. Nagle z pokoju dobiegł mnie jakiś krzyk. Wybiegłam szybko z pokoju i po dosłownie dwóch sekundach znalazłam się w pokoju Darcy. Harry chodził nerwowo po pokoju z małą na rękach, a ta ciągle płakała i nie chciała się uspokoić. Chłopak jak mnie zobaczył oddał mi dziewczynkę i wyszedł z pokoju. Zdenerwowałam się. Nakarmiłam dziecko i położyłam ją spać. Następnie weszłam zdenerwowana do naszej sypialni. Harry siedział na łóżku odwrócony plecami do mnie. Pokręciłam głową i zabrałam swoją poduszkę oraz koc. Poszłam spać do małej. Na szczęście była tam kanapa. Położyłam się na niej i tak jak moja córeczka momentalnie zasnęłam. Obudziłam się około dziesiątej rano. Gdy mała jeszcze spała poszłam na dół do kuchni. Przygotowałam jej ulubioną, bananową kaszkę, a sobie zrobiłam płatki z mlekiem. Położyłam posiłki na tacy i z powrotem weszłam na górę. Darcy już zdążyła się obudzić więc postanowiłam ją nakarmić. Gdy wszystko już zjadła położyłam ją i sama zjadłam swoje śniadanie. Gdy je jadłam zastanawiałam się o co wczoraj Hazzie chodziło. W ogóle gdzie on jest. O tej porze siedzi już przed telewizorem, a nic tam przecież nie słyszałam. Trochę podenerwowana odłożyłam miskę na stolik i poszłam do sypialni. Loczka nie było. Szafa była otworzona. Nie było w niej ubrań Harry'ego. Na łóżku była jakaś kartka.

                                                                                       
                                                              
                                                               " Droga Katy,
Przepraszam, że Cię zostawiłem. Kocham Cię i zawsze tak będzie, ale ja już nie mogę. Wytrzymałem sześć miesięcy i dłużej nie wytrzymam. Potrzebuję odpoczynku. Kocham Cię i Darcy tak samo, ale już tak nie umiem. Mamy tylko osiemnaście lat. Potrzebuję czasu. Nie szukaj mnie. Za niedługo się odezwę. Obiecuję,
Na zawsze Twój Harry. "



Właśnie tego najbardziej się bałam. Że mnie zostawi. No i stało się. Moje najgorsze przeczucia się potwierdziły. Trzymałam mocno kartkę, a z moich oczu lały się łzy. Ale nie mogłam się poddać. Nie dla niej. Z pokoju obok rozległ się płacz. Odłożyłam kartkę na swoje miejsce, wytarłam oczy i poszłam zobaczyć Darcy. Gdy ją zobaczyłam znów chciało mi się płakać. Mała strasznie go przypominała. Te pięknie zielone oczy i dołeczki. Dla niej nie mogłam się poddać. Postanowiłam poczekać na jakiś znak od ukochanego. Wzięłam dziewczynkę na ręce i próbowałam uspokoić. Po kilku minutach śpiewania kołysanek zasnęła. Ja wyszłam z jej pokoiku i weszłam do sypialni. Wzięłam jedną z ramek, w której znajdowało się nasze wspólne zdjęcie. Dzień, w którym wyznaliśmy sobie miłość. Znów zaczęłam płakać. Po około godzinie zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest to pierwsza część dwu- lub trzyczęściowego imagina :)