Piątek, godzina dziewiąta trzydzieści siedem.
Mój słodki sen przerywa głośne pukanie do drzwi. Już otworzyłam usta by krzyknąć "Mamo! Otwórz!",
ale przypomniałam sobie, że tydzień temu przeprowadziłam się. Przez ten
tydzień nikt nie składał mi wizyty, więc byłam ciekawa, kto to może
być. Wydobyłam z siebie głośne " Już idę! ", ponieważ pukanie
nasiliło się. Założyłam na siebie szlafrok, a na stopy wsunęłam
mięciutkie kapce w kształcie różowych świnek. Uwielbiałam je. Wyszłam z
pokoju, zeszłam na dół po schodach i skierowałam się w stronę drzwi
przeczesując palcami długie, czarne włosy. Gdy już doszłam do wyjścia
przekręciłam dwa razy klucz w lewą stronę i pociągnęłam za klamkę. Po
drugiej stronie nikogo nie było. Zdenerwowałam się, ponieważ ktoś mnie
budzi, a później ucieka. Już chciałam zamykać drzwi, gdy z każdej strony
wyskoczyło pięciu idiotów. Ja zaczęłam piszczeć, trzymając się za
serce, które prawie wyskoczyło z klatki piersiowej. Na czele całej bandy
głupków stał nie kto inny jak sam Harry Styles. Harry jest moim
starszym bratem. Są tego plusy i minusy. Kocham go, ale czasem mam
ochotę go zabić. Na przykład w tym momencie.
- Witaj siostrzyczko.
Jak ci się mieszka samej ? - spytał mnie i posłał jeden z tych jego
uroczych uśmiechów, jak gdyby nigdy nic.
- Nienawidzę cię. Wiesz o tym ? - ja również posłałam mu swój uroczy uśmiech, bym po chwili mogła zabijać go wzrokiem.
- Ej, nie złość się. Złość piękności szkodzi złotko. - powiedział i wszedł do środka.
-
Proszę, wejdź. - powiedziałam z ironią. - Chłopaki, wchodźcie. -
zaprosiłam ich do środka. Chłopcy usiedli na kanapie, a ja zamknęłam
drzwi.
- Dlaczego Harry nie jest taki jak ty ? - spytał mnie błagająco Malik.
-
Bo jak był mały uderzył się w głowę. Idiotyzm mu został do tego czasu.-
zaśmiałam się, a chłopcy zrobili to co ja. Tylko nie Harry, który
posłał mi wrogie spojrzenie.
- Braciszku nie złość się. Złość piękności szkodzi.
- Bardzo śmieszne. - odpowiedział obrażony Loczek.
- Dla mnie bardzo. Chłopaki macie ochotę na naleśniki ? - zwróciłam się do tej w miarę normalniejszej części zespołu.
- Jasne. - odpowiedział momentalnie Horan.
-
Okej. Liam pomógł byś mi ? - spojrzałam na niego, a on widocznie się
speszył. Zdziwiło mnie to. Od jakiegoś czasu tak się zachowuję. W sumie,
to od zerwania z Danielle. Gdy się rozstali pocieszałam go. Muszę się
nad tym zastanowić.
- Jasne. - poszliśmy do kuchni. przygotowałam
szybko tyle ciasta, by wystarczyło na naszą szóstkę i wyciągnęłam
patelnię z szafki. Li stał tylko i przyglądał się moim ruchom. Bałam się
trochę, że w końcu się o coś potknę i przewrócę na jego oczach. Gdy
tylko o tym pomyślałam, zarumieniłam się. W końcu popatrzyłam na niego.
On już nie patrzył na mnie tylko na czubki swoim stóp.
- Liam co się dzieje ? - wypaliłam w końcu.
- A dlaczego pytasz ? - spytał trochę podenerwowany.
-
Jak to dlaczego? Od twojego rozstania z Danielle zachowujesz się jakoś
dziwnie w mojej obecności. Jak do ciebie mówię, to odpowiadasz
zdenerwowany. O co ci chodzi ?
- Nie wiem, czy mogę ci powiedzieć. - chłopak znów był lekko zdenerwowany, ale nie patrzył na mnie.
- Pewnie, że możesz. Jesteśmy przyjaciółmi.
-
No właśnie. Przyjaciółmi! I właśnie w tym jest problem. - Chłopak
popatrzył na mnie z wyrzutem, lecz po chwili zamiast tego można było
zobaczyć w jego oczach smutek i niezadowolenie.
- Nie rozumiem. - Brunet spojrzał mi w oczy, zbliżył się do mnie i chwycił za ręce.
-
[T.I.]. Ja Cię kocham. - Gdy Liam wypowiedział te słowa nie wiedziałam
co powiedzieć. Zatkało mnie. Gdy chłopak to zauważył posmutniał. Puścił
moje dłonie i chciał wyjść z kuchni, lecz go zatrzymałam.
- Gdzie idziesz?
- Jak najdalej stąd. Nie mogę patrzeć na osobę, którą kocham bez wzajemności.
-
Ale kto powiedział, że bez wzajemności. - uśmiechnęłam się, a brunet
zrobił to samo. Przybliżyłam swoją twarz do jego i musnęłam jego wargi
swoimi. Zrobiliśmy jeszcze chłopakom naleśniki i wyszliśmy z kuchni już
jako para.