" Ty. Ja. Park. Fontanna. Dziesięć minut. "
Nie ma co, miły to on jest bardzo. Rozczesałam moje długie, blond włosy i
spięłam je w wysokiego koka. Ubrałam kozaki, płaszcz, szalik i zamiast
czapki nauszniki, by nie zniszczyć zrobionej chwilę temu fryzury.
Wyszłam z domu i zamknęłam go. Ruszyłam w stronę parku, do którego
miałam bardzo blisko. Po około pięciu minutach byłam na miejscu. Brunet
czekał już na mnie. Siedział na naszej ławce. To zawsze tutaj się
spotykaliśmy, gdy musieliśmy coś sobie powiedzieć. Lou był moim
przyjacielem od dzieciństwa. Teraz on ma dwadzieścia jeden lat, a ja
dziewiętnaście. Ale dwa lata temu coś się wydarzyło. Zakochałam się w
nim. Nigdy mu tego nie powiedziałam bo bałam się niszczyć naszą
piętnastoletnią przyjaźń. Zawsze gdy go widzę moje serce zaczyna bić
mocniej. Tym razem też tak było. Podeszłam do ławki i na niej usiadłam.
Brunet spojrzał na mnie.
- To co się stało ?- Uśmiechnęła się. Dopiero teraz zauważyłam jego
czerwone oczy. Spoważniałam. - Dlaczego płakałeś ? Lou co się stało ?
- Zerwała ze mną. - No tak, zapomniałam dodać, że Lou jest, a raczej był
z Eleanor. Szczerze jej nienawidziłam. Ale teraz mogłabym ją
zamordować.
- Co ? Ale jak to ? Dlaczego ?
- No domyśl się! Nie chciałem jej kupić jakiejś torebki. Powiedziałem
jej, że jest za droga. A ta się oburzyła i poszła. Więc ja też poszedłem
do domu. Wchodzę do środka i dostaję SMS 'a : "Sorry, ale to koniec. Nigdy Cię nie kochałam. Eleanor." Jaki ja byłem głupi. Dlaczego Was nie posłuchałem ?
- Nie martw się. Ona nie była ciebie warta. Znajdziesz inną, lepszą. Obiecuję.
- A wiesz co jest najlepsze ? - spytał, patrząc na mnie i ocierając łzy.
- Że dzięki niej zrozumiałem kogo tak naprawdę kocham.- Chłopak
uśmiechnął się, a ja posmutniałam.
- To zadzwoń do niej. Teraz, przy mnie. Chcę wiedzieć kto jest tą
szczęściarą. - powiedziałam wymuszając uśmiech. - No już. - poganiałam
go.
- Masz rację. - wyciągnął telefon z kieszeni spodni i wybrał jakiś
numer. Znał go na pamięć. Wpisał go szybko. Nacisnął zieloną słuchawkę i
przyłożył komórkę do ucha. Uśmiech ani na chwilę nie schodził z jego
twarzy. W mojej kieszeni coś zaczęło wibrować. Wyciągnęłam z niej
komórkę i popatrzałam na wyświetlacz. Na ekranie widniał napis " Lou
dzwoni " Uśmiechnęłam się i odebrałam.
- Halo ? - spytałam.
- Nicky to ty ?
- Tak to ja. Lou czego chcesz ? - spytałam śmiejąc się.
- Muszę co coś powiedzieć.
- Słucham.
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też. - powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. On popatrzył na mnie zdziwiony.
- Na prawdę ? - spytał niedowierzając.
- Tak. Kocham cię już od dwóch lat, ale bałam się powiedzieć, bo byłeś z El i nie chciałam niszczyć naszej przyjaźni.
- Ej, to już nie ma znaczenia. Kocham cię, ty kochasz mnie. Wszystko nareszcie odnalazło sens.
- Masz rację. Masz ochotę na ciepłe kakao ?
- Zawsze.- Lou chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę mojego domu.
Byliśmy w środku momentalnie. Rozebraliśmy się i poszliśmy do kuchni.
Louis pomógł mi zrobić gorąc napój. Gdy był już gotowy dodałam jeszcze
pianki, bitą śmietanę i rozkruszyłam na nią czekoladą. Dodałam jeszcze
czekoladowe rurki. Poszliśmy do salonu i delektowaliśmy się napojem,
ciągle patrząc sobie w oczy. Nigdy nie sądziłam, że moje marzenie się
spełni. Gdy wypiliśmy swoje kakao położyliśmy się, otuleni w koc i
przytuleni do siebie.
- Kocham cię Nicky.
- Ja ciebie też Louis.
- Wiesz, że musimy wszystkim powiedzieć prawdę.
- Wiem. Najgorzej będzie z fanami. Myślisz, że mnie polubią ?
- No jasne. Kocham cię ! - uśmiechnął się i wpił w moje usta. Przytuliliśmy się do siebie i zasnęliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz