piątek, 28 grudnia 2012

Imagin 9

Włóczyłam się bezcelowo po ulicach Londynu z walizką u boku. Mimo iż był środek zimy, a za kilka dni były święta nie chciałam wrócić do domu, w którym mieszkałam z moim chłopakiem. Teraz już byłym. Weszłam do pierwszej lepszej kafejki i zamówiłam gorącom czekoladę. Zapłaciłam i dalej zwiedzałam miasto, które nocą wygląda naprawdę nieziemsko. Po kilkugodzinnej wycieczce postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, którą chciałabym teraz widzieć. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon komórkowy i szybko wystukałam na klawiaturze jedenaście cyfr, których ciąg znałam już na pamięć. Wcisnęłam zieloną słuchawkę po czym przyłożyłam komórkę do ucha. Po około czterech sygnałach usłyszałam znajomy, zaspany głos.
- Halo?!
- Ymm... Cześć. Przepraszam, że dzwonię do ciebie w środku nocy. Mam problem, mogę u Ciebie zanocować?
- Rachel. Przyjeżdżaj jak najszybciej. Wiesz, że moje drzwi są dla ciebie otwarte o każdej porze.
- Wiem. Zaraz u ciebie będę. Dziękuję. Naprawdę ci dziękuję.
- Nie ma sprawy. Czekam na ciebie. Pa.
Nim się obejrzałam  chłopak rozłączył się, a ja z powrotem schowałam komórkę na swoje miejsce i ruszyłam w stronę jego domu. Mijałam inne, pięknie oświetlone mieszkania, park i różnego rodzaju sklepy i supermarkety. Po około piętnastu minutach dotarłam do mieszkania najlepszego przyjaciela. Weszłam na plac i podeszłam do drzwi, do których zapukałam. Mulat otworzył mi drzwi momentalnie, tak, jakby przez cały ten czas przy nich stał. Weszłam do środka, zamknęłam zza sobą drzwi i pierwsze co zrobiłam to wpadłam mu w ramiona i zaczęłam płakać. Chłopak przytulił mnie i próbował uspokoić, głaskając po głowie. Wziął mnie na ręce, posadził na kanapie i przykrył kocem. Wyszedł na chwilę do kuchni, by po chwili wrócić z dwoma kubkami kakao, paczką chusteczek i psem u boku, który jak mnie zobaczył podbiegł do mnie i wskoczył mi na kolana. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Chłopak usiadł obok mnie podając mi kubek z gorącym napojem, w drugiej ręce trzymając swój. Spojrzał na mnie z niepokojem w oczach.
- Co tym razem zrobił?!
Nie odpowiedziałam. Zamiast tego odwróciłam wzrok. Mimo to nadal czułam na sobie jego spojrzenie. Westchnęłam głośno, po czym zatopiłam usta w gorącym napoju.
- Rachel, odpowiesz mi?
Ponownie spojrzałam na chłopaka. Jego czarne włosy ułożyły się w artystyczny nieład. A raczej on chciał je ułożyć, a one uciekały, każdy w inną stronę. W brązowych tęczówkach można było zobaczyć strach, niepokój, złość, niezadowolenie i rozczarowanie. Siedział przede mną w bokserkach z kubkiem kakao w dłoniach.
- A jak myślisz?! - prychnęłam z ironią w głosie. - Ten idiota znowu się upił, zrobił mi awanturę, a tym razem dodał jeszcze małe co nie co.
Pokazałam mu rany na rękach i odciśniętą dłoń na policzku. Zauważyłam ja próbuje zetrzeć przede mną spływającą łzę na jego policzku. Na marne, ponieważ już ją zobaczyłam. Gdy widziałam tak wzruszonego Malika rozpłakałam się na dobre.
- Boże, Rachel. Pamiętaj, ja zawsze ci pomogę. Zamieszkasz z nami i wszystko się ułoży. Obiecuję. On nie jest ciebie wart.
Brunet zabrał mi kubek z napojem i odłożył oby dwa na stół i przytulił mnie. Ja nawet nie próbowałam powstrzymać łez.
- Dziękuję. Dziękuję, że jesteś. Gdyby nie ty, to nie wiem czy bym sobie poradziła. Czy dałabym radę. Ale czy Perrie nie będzie zła?
- Ja... Ja rozstałem się z Perrie.
- Przykro mi.
- Nie potrzebnie. Dzięki temu zrozumiałem co tak na prawdę czuję. Rachel, ja wiem, że to za wcześnie, ale ja cię kocham.
Z jego twarzy się schodził uśmiech.
- O rany, powiedziałem to.
po tych słowach nie wiedziałam co powiedzieć. Zayn zauważając to - posmutniał.
- Rachel, przepraszam. Nie powinienem tego mów...
Przerwałam mu pocałunkiem.
- Taka odpowiedź cię zadowala?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz