Włóczyłam się bezcelowo po ulicach Londynu z walizką u boku. Mimo iż był
środek zimy, a za kilka dni były święta nie chciałam wrócić do domu, w
którym mieszkałam z moim chłopakiem. Teraz już byłym. Weszłam do
pierwszej lepszej kafejki i zamówiłam gorącom czekoladę. Zapłaciłam i
dalej zwiedzałam miasto, które nocą wygląda naprawdę nieziemsko. Po
kilkugodzinnej wycieczce postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, którą
chciałabym teraz widzieć. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon
komórkowy i szybko wystukałam na klawiaturze jedenaście cyfr, których
ciąg znałam już na pamięć. Wcisnęłam zieloną słuchawkę po czym
przyłożyłam komórkę do ucha. Po około czterech sygnałach usłyszałam
znajomy, zaspany głos.
- Halo?!
- Ymm... Cześć. Przepraszam, że dzwonię do ciebie w środku nocy. Mam problem, mogę u Ciebie zanocować?
- Rachel. Przyjeżdżaj jak najszybciej. Wiesz, że moje drzwi są dla ciebie otwarte o każdej porze.
- Wiem. Zaraz u ciebie będę. Dziękuję. Naprawdę ci dziękuję.
- Nie ma sprawy. Czekam na ciebie. Pa.
Nim
się obejrzałam chłopak rozłączył się, a ja z powrotem schowałam
komórkę na swoje miejsce i ruszyłam w stronę jego domu. Mijałam inne,
pięknie oświetlone mieszkania, park i różnego rodzaju sklepy i
supermarkety. Po około piętnastu minutach dotarłam do mieszkania
najlepszego przyjaciela. Weszłam na plac i podeszłam do drzwi, do
których zapukałam. Mulat otworzył mi drzwi momentalnie, tak, jakby przez
cały ten czas przy nich stał. Weszłam do środka, zamknęłam zza sobą
drzwi i pierwsze co zrobiłam to wpadłam mu w ramiona i zaczęłam płakać.
Chłopak przytulił mnie i próbował uspokoić, głaskając po głowie. Wziął
mnie na ręce, posadził na kanapie i przykrył kocem. Wyszedł na chwilę do
kuchni, by po chwili wrócić z dwoma kubkami kakao, paczką chusteczek i
psem u boku, który jak mnie zobaczył podbiegł do mnie i wskoczył mi na
kolana. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Chłopak usiadł obok mnie podając mi
kubek z gorącym napojem, w drugiej ręce trzymając swój. Spojrzał na
mnie z niepokojem w oczach.
- Co tym razem zrobił?!
Nie
odpowiedziałam. Zamiast tego odwróciłam wzrok. Mimo to nadal czułam na
sobie jego spojrzenie. Westchnęłam głośno, po czym zatopiłam usta w
gorącym napoju.
- Rachel, odpowiesz mi?
Ponownie spojrzałam na
chłopaka. Jego czarne włosy ułożyły się w artystyczny nieład. A raczej
on chciał je ułożyć, a one uciekały, każdy w inną stronę. W brązowych
tęczówkach można było zobaczyć strach, niepokój, złość, niezadowolenie i
rozczarowanie. Siedział przede mną w bokserkach z kubkiem kakao w
dłoniach.
- A jak myślisz?! - prychnęłam z ironią w głosie. - Ten
idiota znowu się upił, zrobił mi awanturę, a tym razem dodał jeszcze
małe co nie co.
Pokazałam mu rany na rękach i odciśniętą dłoń na
policzku. Zauważyłam ja próbuje zetrzeć przede mną spływającą łzę na
jego policzku. Na marne, ponieważ już ją zobaczyłam. Gdy widziałam tak
wzruszonego Malika rozpłakałam się na dobre.
- Boże, Rachel. Pamiętaj, ja zawsze ci pomogę. Zamieszkasz z nami i wszystko się ułoży. Obiecuję. On nie jest ciebie wart.
Brunet zabrał mi kubek z napojem i odłożył oby dwa na stół i przytulił mnie. Ja nawet nie próbowałam powstrzymać łez.
-
Dziękuję. Dziękuję, że jesteś. Gdyby nie ty, to nie wiem czy bym sobie
poradziła. Czy dałabym radę. Ale czy Perrie nie będzie zła?
- Ja... Ja rozstałem się z Perrie.
- Przykro mi.
- Nie potrzebnie. Dzięki temu zrozumiałem co tak na prawdę czuję. Rachel, ja wiem, że to za wcześnie, ale ja cię kocham.
Z jego twarzy się schodził uśmiech.
- O rany, powiedziałem to.
po tych słowach nie wiedziałam co powiedzieć. Zayn zauważając to - posmutniał.
- Rachel, przepraszam. Nie powinienem tego mów...
Przerwałam mu pocałunkiem.
- Taka odpowiedź cię zadowala?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz